Dieta w Hashimoto: Tak, tylko która?

Coraz więcej mówi się o znaczeniu diety w chorobie Hashimoto. Tylko jaka to powinna być dieta? Część specjalistów sugeruje odrzucenie glutenu i nabiału, inni zaś polecają styl życia paleo, czyli rezygnację ze wszystkich ziaren. Niektórzy zachwalają wegetarianizm, a są nawet i tacy, którzy za najlepszą dietę uznają… brak diety. Kto ma rację i komu powinniśmy zaufać? 

Hashimoto? Możesz jeść wszystko!

Pacjenci cierpiący na chorobę Hashimoto są podzieleni na dwa przeciwstawne obozy – jedni uważają wszelkie diety za zupełnie zbędne, zaś inni uznają konieczność odrzucenia glutenu, nabiału i nierzadko wielu innych pokarmów. Moje dotychczasowe doświadczenia pozwalają mi zrozumieć racje obu stron.

Hashimoto jest chorobą niezwykle specyficzną. W wielu wypadkach może nie dawać niemal żadnych objawów, zwłaszcza jeśli w odpowiednim czasie zostanie wprowadzone leczenie syntetycznym lub naturalnym hormonem tarczycy. Dzięki temu pacjent czuje się zdrowo i najczęściej nie odczuwa potrzeby wprowadzenia zmian w swoim trybie życia. Sama przez większość życia moją chorobę postrzegałam właśnie w taki sposób: poza problemami trawiennymi, których z Hashimoto nie wiązałam, zupełnie nic mi nie dolegało… Pamiętam, że gdy pierwszy raz natknęłam się na wzmiankę o diecie bezglutenowej, pomyślałam: „To bez sensu, jak niby chleb może szkodzić?”.

W pewnym momencie sielanka się skończyła. Ogromny stres oraz nieodpowiednia dieta wyzwoliły rzut choroby, czyli okres zaostrzenia objawów. Pojawiła się depresja, bóle stawów, ciągłe zmęczenie, absolutny brak motywacji… Wtedy też zaczęłam czytać o znaczeniu odpowiedniego stylu życia w chorobie Hashimoto i uznałam, że to moja ostatnia nadzieja. Zmiana diety nie była łatwa, ale okazała się niezwykle pomocna.

Moje doświadczenia nie pozwalają mi wierzyć lekarzom twierdzącym, że w chorobie Hashimoto „można jeść wszystko”. Nawet jeśli czujemy się zdrowo, nasza tarczyca jest niszczona przez przeciwciała, co stanowi nieustanny stres dla organizmu. Wszystko ma jednak swoje granice i ciało może powiedzieć „dość”, a wówczas pan Hashimoto pokaże nam, co potrafi… Na szczęście dzięki zmianie diety możemy znacząco ograniczyć stan zapalny i zapobiec ewentualnemu rzutowi choroby. Lepiej dmuchać na zimne. Przecież jesteśmy tym, co jemy.

Dlaczego dieta jest tak ważna?

Choroby autoagresywne, takie jak Hashimoto, reumatoidalne zapalenie stawów czy cukrzyca typu I, wiążą się w wadliwą pracą układu immunologicznego, który w pewnym momencie zaczyna postrzegać własne tkanki jak wrogów. Należy pamiętać, że około 80% naszej odporności kryje się w jelitach i właśnie dlatego w przypadku wyżej wymienionych chorób tak ważne jest zadbanie o jak najlepszą ich kondycję.

Celem diety w chorobach autoimmunologicznych jest wyeliminowanie pokarmów, które mogą podrażniać jelita, wzmagać stan zapalny i wywoływać reakcję układu odpornościowego. Zalicza się do nich przede wszystkim gluten i nabiał, o których więcej przeczytacie [tutaj]. Także inne pokarmy, takie jak zboża, rośliny strączkowe czy psiankowate, bywają dla chorych problematyczne. Niedawno poświęciłam im dość obszerny artykuł [klik!].

Wiem, że na początku ilość potencjalnie szkodliwych dla nas pokarmów może okazać się frustrująca. Przecież zboża, ziemniaki czy pomidory jedzą wszyscy! U osób z pewnymi predyspozycjami genetycznymi powodują one jednak reakcję immunologiczną. Dlaczego tak się dzieje? Każde żywe stworzenie żyjące na Ziemi musi bronić się przed szkodnikami czy nieprzychylnymi warunkami atmosferycznymi. Dla zwierząt nie stanowi to problemu, gdyż mogą poruszać się i uciekać. Rośliny natomiast przytwierdzone są na stałe do podłoża… Z tej przyczyny w toku ewolucji wyprodukowały liczne substancje, które mają ochronić je przed atakami z zewnątrz, a więc także i przed ludźmi. Każde stworzenie na Ziemi dąży do przetrwania i podobnie ma się rzecz z roślinami – one najczęściej nie chcą być zjedzone*. Jedne gatunki pokazują to bardzo wyraźnie, zaś inne w znacznie subtelniejszy sposób. Więcej na ten temat przeczytacie w książce „Zmysłowe życie roślin” Daniela Chamowitza (polecam!).

Związki, które mogą okazać się kłopotliwe, to między innymi lektyny, występujące głównie w zbożach i roślinach strączkowych oraz alkaloidy, wytwarzane przez rośliny psiankowate.

* Trochę inaczej ma się sprawa z owocami, którym wręcz zależy na tym, byśmy je zjedli i rozprowadzili po świecie nasiona… Ale to już temat na inny artykuł.

Jeszcze dwa lata w życiu bym nie pomyślała, że pomidory mogą wywoływać u mnie alergię, a ziemniaki bóle stawów. Wiedza jest błogosławieństwem!

Dieta, owszem, tylko która?

Wiem, że na początku bardzo liczne i nierzadko sprzeczne zalecenia mogą zniechęcić do stosowania jakiejkolwiek diety. Jeśli jednak Wasze samopoczucie jest dalekie od ideału, a wyniki pozostawiają wiele do życzenia – nie rezygnujcie! Na początek polecam udać się do dietetyka, który stworzy optymalne dla Was zalecenia. Na szczęście specjalistów zajmujących się chorobami autoimmunologicznymi jest coraz więcej. Niezwykle użyteczną ich listę stworzyła Anita, autorka wspaniałego blogu Alpacasquare. Zerknijcie [tutaj]. W poprzednim artykule wspominałam Wam również o testach na nietolerancje pokarmowe i o diecie eliminacyjnej. Ich wyniki bardzo ułatwiają planowanie zmian w odżywianiu.

A tymczasem przeanalizujmy wspólnie wszystkie za i przeciw stosowania różnych diet.

1. Dieta bezglutenowa i bezmleczna

Zdecydowany faworyt wśród zaleceń dietetycznych. Najczęściej już eliminacja tych dwóch składników wystarczy, by pacjent poczuł się lepiej. I nie ma w tym nic dziwnego: gluten przyczynia się do rozszczelnienia jelit, zaś mleko często wywołuje reakcję układu odpornościowego. Oczywiście poprawa samopoczucia nie zawsze jest natychmiastowa, a u niektórych osób odrzucenie glutenu może przynieść nawet pogorszenie. O możliwych przyczynach tego zjawiska przeczytacie [tutaj].

By dieta bezglutenowa zadziałała prawidłowo, konieczne jest dobre jej zaplanowanie. Większość gotowych produktów oznaczonych przekreślonym kłosem ma, niestety, dość nieprzyjazny jelitom skład. Na szczęście można sobie łatwo poradzić bez nich – użyteczny poradnik znajdziecie [tutaj].

Obecnie i ja stosuję tę dietę i dostosowałam ją do swoich potrzeb, biorąc pod uwagę kilka zaleceń paleo. Z ziaren jem jedynie ryż, grykę i czasem proso, starając się zawsze je uprzednio namaczać. Orzechy i rośliny strączkowe jadam okazyjnie, gdyż w większych ilościach mi nie służą.

2. Protokół autoimmunologiczny

Ponad półtora roku temu rozpoczęłam swoje dietetyczne przygody poprzez wyeliminowanie glutenu z diety. Na tym jednak nie poprzestałam. Czułam się naprawdę źle, co motywowało mnie do kolejnych zmian. Po upływie ponad miesiąca przeszłam na protokół autoimmunologiczny – bardzo restrykcyjną dietę, która wyklucza wszystkie pokarmy potencjalnie podrażniające układ odpornościowy, takie jak zboża, orzechy, pestki, rośliny strączkowe i psiankowate [źródło].

Jestem zdania, że protokół jest dietą trudną, ale na chwilę obecną to jedna z najskuteczniejszych opcji. Dzięki niemu zniknęły u mnie: alergia, kichanie, bóle stawów, serca i tarczycy (tak, tarczyca też może boleć!), a nawet opryszczka, która przed dietą pojawiała się regularnie co trzy miesiące! Niestety, popełniłam również kilka błędów – jadłam chociażby zbyt mało węglowodanów, przez co bardzo schudłam. Dlatego przed rozpoczęciem protokołu zachęcam Was do konsultacji dietetycznej i lekarskiej, dzięki którym powinniście uniknąć pomyłek. Bardzo ważna jest także autoedukacja. Na szczęście Internet obfituje w wiele użytecznych źródeł. Polecam Wam chociażby naszpikowaną informacjami stronę Grzegorza PaleoSMAK.

Warto pamiętać, że protokół autoimmunologiczny jest opcją, a nie koniecznością. Patrząc przez pryzmat moich doświadczeń, polecałabym go szczególnie osobom nękanym przez kilka chorób autoimmunologicznych, lub uskarżającym się na wiele przykrych objawów Hashimoto, takich jak bóle stawów, problemy trawienne czy insulinooporność. Mimo to nie we wszystkich przypadkach tak drastyczna dieta musi być konieczna.

Samo przejście na protokół nie gwarantuje sukcesu – nasze ciała mają różną zdolność regeneracji, a i może się okazać, że źle reagujemy na pokarm teoretycznie na diecie dozwolony [źródło]. Dlatego istotnym elementem tej zmiany jest nieustanna samoobserwacja. Ważna uwaga: protokół stosujemy tylko przez pewien okres, po upływie którego ponownie próbujemy włączyć do diety kłopotliwe pokarmy. Wkrótce pojawi się na blogu obszerny artykuł na ten temat.

3. Dieta paleo

Włączanie kolejnych pokarmów po zakończeniu protokołu autoimmunologicznego najczęściej skutkuje przejściem (na pewien czas lub na dłużej) na dietę paleo. Wyklucza ona ziarna, wszystkie produkty rafinowane i najczęściej także nabiał [źródło]. Jej podstawą są pokarmy o wysokiej wartości odżywczej, pochodzące z jak najlepszych upraw i hodowli, takie jak mięso, jaja, warzywa, owoce, surowy miód.

Dieta paleo jest moim zdaniem sposobem życia godnym uwagi, zwłaszcza jeśli dysponujemy dostępem do sprawdzonych źródeł żywności. Mimo to nie jest ona wolna od wad, chociażby bardzo dyskusyjna jest w jej wypadku kwestia spożycia węglowodanów. Więcej na ten temat przeczytacie na blogu Live the Nature [klik!]. W moim wypadku wersja wysokotłuszczowa paleo nie sprawdziła się. Oczywiście każdy z nas jest inny i całkiem możliwe, że mój organizm gorzej trawi tłuszcze i białka. Po włączeniu do diety większej ilości węglowodanów poczułam przypływ sił. Dlatego zachęcam każdego do obserwowania swoich reakcji – jeśli dana dieta przez dłuższy czas nie przynosi pożądanych rezultatów, być może po prostu nie jest dla nas stworzona. I nie ma w tym nic złego.

Dieta paleo kładzie nacisk nie na ilość, a na jakość.

4. Dieta dr Dąbrowskiej / Post Daniela

Dietę tę stosuje się przez okres od kilku dni do kilku tygodni. Jest ona oparta na warzywach nisko skrobiowych, takich jak na przykład: korzeniowe, kapustne, cebulowe, dyniowate, psiankowate, liściaste. „Równocześnie można spożywać niskocukrowe owoce takie jak: jabłka, grejpfruty, cytryny i nieduże ilości jagód. Szczególnie cenne są zielone soki, które pochodzą z zielonych pędów roślin” [źródło].

Zadaniem diety dr Dąbrowskiej jest oczyszczenie organizmu z toksyn oraz wzmocnienie układu odpornościowego, nerwowego i hormonalnego. Osobiście nie miałam z Postem Daniela do czynienia, jednak czytałam relacje osób zachwyconych jego rezultatami. Zdarza się też, że ta dieta pomaga osobom, dla których nieskuteczny okazał się protokół autoimmunologiczny.

Post Daniela najlepiej stosować latem, kiedy dostęp do warzyw i owoców jest niemal nieograniczony. Zanim go jednak rozpoczniecie, skonsultujcie się z lekarzem lub dietetykiem – dieta dr Dąbrowskiej wyklucza tłuszcz, co uniemożliwia wchłanianie witamin A, D, E i K i w dłuższej perspektywie może okazać się szkodliwe.

5. Dieta wegetariańska/wegańska/witariańska

Część chorych z przyczyn ideologicznych rezygnuje z jedzenia mięsa, ryb, a nawet produktów pochodzenia zwierzęcego. Oczywiście niektórzy specjaliści otwarcie mówią o wadach takiego stylu odżywiania i podkreślają, że białko zwierzęce jest dla nas najlepszym budulcem. Poza tym problem stanowi zbyt mała ilość kwasów tłuszczowych Omega-3, a także wysokie spożycie ziaren i roślin strączkowych (lektyny!) w dietach wegetariańskiej i wegańskiej. Warto także pamiętać, że produkty pochodzenia zwierzęcego są jedynym źródłem gotowej witaminy A i D. Problematyczne na tych dietach są także niedobory witaminy B12… Więcej na ten temat przeczytacie w książce dr Terry Wahls na stronach 158-165.

Oczywiście najbardziej szkodliwe dla pacjenta  mogą się okazać niechęć i wstręt, z którymi jadłby produkty niezgodne z własnymi poglądami. Dlatego jestem zdania, że przekonywanie kogoś do zmiany diety wbrew jego woli to pewna forma przemocy. Tak, możemy dysponować licznymi argumentami udowadniającymi zalety jedzenia produktów pochodzenia zwierzęcego, ale co z tego? I tak każdy postąpi w zgodzie ze swoim sumieniem i przekonaniami, o czym pisałam [tutaj].

Pozwolę sobie jednak nadmienić, że gdy mimo stosowania jednej z wymienionych powyżej diet czujesz się osłabiony, zmęczony, a Twoja odporność pozostawia wiele do życzenia – nie trwaj przy niej z uporem maniaka. Mimo wszystko nasze zdrowie jest ważniejsze od ideologii.

6. Dieta wysokotłuszczowa/dieta dra Kwaśniewskiego

Osoby cierpiące na niedoczynność tarczycy przeważnie źle czują się na dietach niskowęglowodanowych, gdyż cukry są potrzebne w przemianie nieaktywnej formy hormonu T4 do jego formy aktywnej, czyli T3 [źródło]. Niemniej jednak można znaleźć osoby, którym dieta wysokotłuszczowa pomaga, zwłaszcza jeśli zdiagnozowano u nich insulinooporność lub cukrzycę. Chociaż w moim wypadku dieta wysokotłuszczowa się nie sprawdziła, pozwoliła mi na zmianę poglądów i zrozumienie, że tłuszczów nie wolno się bać. Bardzo ciekawa okazała się też lektura książki dra Kwaśniewskiego, dzięki której w pełni doceniłam żółtka jaj. Mimo to dla części osób wadą diety dra Kwaśniewskiego jest zalecany w niej nabiał. W przypadku choroby Hashimoto wielu pacjentów mleka po prostu nie toleruje.

Żółtka jaj pochodzące od wolnych i szczęśliwych kur to jedno z najlepszych źródeł witamin i minerałów. Uwaga, niestety część chorych na Hashimoto może jajek nie tolerować.

Po ponad półtora roku moich przygód dietetycznych mogę powiedzieć Wam jedno: zmiana stylu odżywiania to droga wyboista, na której zapewne popełnicie błędy. Warto jednak rozpocząć tę wędrówkę, gdyż umożliwia ona poznanie swojego ciała i odkrycie, co mu szkodzi. A jeśli czujemy, że nie jesteśmy na właściwej ścieżce, wybierzmy inną. Pamiętajmy, dieta to nie religia, zawsze można ją zmienić. I nie próbujmy też na siłę nawracać innych! Ja chociażby na samym początku naczytałam się tak wiele na temat szkodliwości większości pokarmów, że jadłam niewiele i z ciągłym lękiem oraz patrzyłam z trwogą na osoby jedzące gluten. A przecież nie o to chodzi. Eksperymentujmy, obserwujmy, uczmy się. Istnieje wiele diet i wielu ludzi i to, co sprawdza się w naszym wypadku, niekoniecznie pomoże innej osobie. Na łamach tego blogu nie kwestionuję skuteczności żadnego stylu odżywiania, a jedynie dzielę się tym, co działa u mnie. Warto też pamiętać, że absolutnie każdą dietę należy wesprzeć odpowiednią ilością snu, wysiłkiem fizycznym i zdrowym podejściem do stresu.

Wiem, że początki naszej edukacji dietetycznej bywają trudne i dlatego zachowujmy umiar tylko tam, gdzie możemy. Jeśli już zdecydowaliśmy się na dietę bezglutenową i bezmleczną – trzymajmy się jej bez wyjątków przez co najmniej miesiąc, by móc obiektywnie ocenić jej skutki. Po okresie eliminacji lub protokołu autoimmunologicznego większość wykluczonych pokarmów nie powinna okazać się dla nas szkodliwa, choć oczywiście jedzona w rozsądnych ilościach. Sami zaobserwujecie, co i jak na Was działa: ja na przykład wiem, że ziemniaki w większych ilościach powodują u mnie bóle stawów, a pomidory kichanie.

Jest jeszcze jedna kwestia – wiara w to, co dla nas dobre. Czasem to nie sam pokarm może zaszkodzić, a nasze do niego podejście. Jeśli boimy się śladowych ilości glutenu, a nie mamy pewności co do czystości zupy zaserwowanej u cioci – całkiem możliwe, że złe samopoczucie wywoła nie gluten, a stres spowodowany jego potencjalną obecnością. Kiedy jesteś absolutnie pewien, że coś jest dla Ciebie szkodliwe, lepiej tego nie jedz.

Czy każdy chory na Hashimoto powinien zmienić dietę? Wiem, że nawet jeśli odpowiem twierdząco, nie wszyscy z Was będą na taką zmianę gotowi. Przytoczę jednak historię pewnej pacjentki opisaną w książce dr Sarah Ballantyne: u dość młodej kobiety zdiagnozowano stwardnienie rozsiane. Krótko po diagnozie natknęła się na informacje o konieczności stosowania diety i pomyślała: „Nigdy w życiu! Wolę przestać chodzić, niż nie jeść chleba!”. Po roku choroba rozwinęła się na tyle, że dziewczyna rzeczywiście straciła władzę w nogach. Wtedy z wielką chęcią i nadzieją porzuciła chleb, nabiał i wszystkie ziarna, dzięki czemu zaczęła ponownie chodzić i poczuła się znacznie lepiej.

Jeśli chorujesz na Hashimoto, ale czujesz się dobrze, życzę Ci z całego serca, by nigdy się to nie zmieniło. Jeśli jednak w pewnym momencie zaczną Cię gnębić przykre objawy, pamiętaj, że odpowiednia dieta może znacząco poprawić Twój stan. Najczęściej doceniamy zdrowie dopiero wtedy, gdy je utracimy. Taka już jest przewrotna ta ludzka natura.

Trzymajcie się zdrowo,

Wasza Ola

Zapraszam Was także na jaskiniowego Facebooka.

***

P.S. Zaznaczam, że nie mam wykształcenia medycznego, więc moje artykuły nie mają charakteru porady lekarskiej. Opieram się na swoich doświadczeniach oraz staram się wybierać jak najbardziej wiarygodne źródła, jednak oczywiście zawsze mogę się mylić. Jeśli się z czymś nie zgadzacie lub zauważyliście błąd merytoryczny – dajcie mi znać. Chętnie skoryguję swoją niewiedzę   :)

 

,
15 comments on “Dieta w Hashimoto: Tak, tylko która?
  1. Hej! Kolejne super kompendium wiedzy, fajnie że podajesz namiary na inne strony z wartościową wiedzą, wreszcie mam poczucie, że zaczynam ogarniać pełniej temat diety, do tej pory to był dla mnie nieco przerażający chaos ;-) coś czuję, że najtrudniejszym zaleceniem pobocznych będzie dobre podejście do stresu :-p

  2. Olu! (Napisałaś, gdzieś, że nie chcesz by zwracać się przez Pani, więc pozwalam sobie na taki zwrot :) )
    Jesteś niesamowita! Sama walczę teraz z chorobą autoimmunologiczną i to właśnie m.in. Twój blog pokazał mi, że choroba to nie koniec świata, pokazał mi wiele wskazówek. Teraz sama postanowiłam założyć bloga, którego pisanie też bardzo mnie motywuje do walki z chorobą,
    Dzięki i kibicuje w konkursie ! :D

    • Bardzo dziękuję! I jak najbardziej zwracanie się do mnie po imieniu wydaje mi się bardziej naturalne :) I cieszę się, że mogłam Cię zainspirować. Pisz jak najwięcej, im nas więcej, tym lepiej! Życzę Ci powodzenia i trzymam kciuki! :)

  3. Dorzuciłabym jeszcze dietę scd, która przy Hashi z celiakią czy innymi chorobami zapalnymi jelit jest wybawieniem, tutaj przepisy Magdy: http://zdrowiejzscd.blog.pl/ a tutaj więcej na temat samych jelit i ich leczenia: http://scdlifestyle.com/ .
    Wiele osób mówi, że to dla nich za trudny sposób odzywiania ale tak jak przytoczyłaś przykład dziewczyny z SM, jak się jest przy ścianie to człowiek zaczyna próbować:-)

    • Grzesiek na stronie paleoSMAK bardzo fajnie opisuje wszystkie diety :) Dorzuciłabym pewnie jeszcze kilka pozycji, ale wtedy artykuł stałby się zbyt długi ;)

      Tak to już jest, że kiedy czujemy się źle, motywację mamy nieskończoną. Dobrze, że chociaż wtedy…

      • Zapomniałam wspomnieć, ze u chłopaków z scdlifestyle jest tez sporo wiedzy praktycznej, jak używać enzymów trawiennych, kiedy HCL gdy ocet jabłkowy to za mało, jak używać l-glutamine (u osob z chorymi jelitami pomaga). Albo jak ktos cierpi z powodu bólów brzucha pomimo diet eliminacyjnych to jak jeszcze mozna sobie pomoc. Wiele praktycznych porad jak usprawnić flore bakteryjna. Przy nieszczelności jelit mozna sobie pomoc:-)

      • Eee tam, wcale nie byłby nudny, tylko bardziej wyczerpujący temat, nie mam nic przeciwko, czytam tu „Od deski do deski” a ponadto po parę razy niektóre rzeczy żeby sobie w głowie dobrze poukładać ;-)

        • Dziękuję za Twoją opinię :) Zawsze też wiem, że nawet jeśli coś mi umknie, uważni czytelnicy zostawią stosowny komentarz :) Czasem coś pomijam celowo, czasem o czymś zapominam, a czasem po prostu nie przychodzi mi to do głowy…

  4. Absolutnie odradzam „dietę” Dąbrowskiej! byłam na niej przez 2 tygodnie zanim dowiedziałam się że przy autoimmunologii i problemach z tarczycą głodówki są jak najbardziej niewskazane. Czułam się koszmarnie, bolała mnie tarczyca i skończyło się tylko rozwalonym metabolizmem, który powrócił do normalności dopiero po kilku miesiącach paleo. Nie widziałam żadnej poprawy związanej z moją autoagresją w przeciwieństwie do AIP, który za pierwszym podejściem dał mi natychmiastowe rezultaty.

    • Niestety, dieta to bardzo indywidualna kwestia, bo co jednemu pomoże, drugiemu zaszkodzi, jak stało się to w Twoim wypadku… Dziękuję Ci za podzielenie się tą historią :)

    • Ja byłam na diecie dr Dąbrowskiej przez 40 dni. Mam hashimoto. W trakcie diety przestaly mi wypadac wlosy,czułam się lepiej, po jej zakonczeniu miałam TSH 1,8 (w życiu takiego nie mialam wcześniej). Przypuszczam ze to indywidualna sprawa, albo mialaś ten kryzys ozdrowienczy, ktory podobno trzeba przetrwać bo organizmu uwalnia toksyny. Dodam że udało mi się w koncu zrzucić zbędne kilogramy, jako efekt „uboczny” :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>