Hashimoto: Czego i dlaczego nie jeść?

Przychodzi pacjent do lekarza, zadaje kilka pytań, a lekarz na to: „Znów się pani naczytała bzdur z Internetu? To proszę się leczyć u doktora Google!”. Brzmi znajomo? Niestety, część specjalistów najwyraźniej odmawia choremu prawa do zdobycia wiedzy na temat schorzenia, które go gnębi. A przecież dzięki Internetowi wiele osób szybciej uzyskało diagnozę lub znalazło praktyczne i pomocne informacje. Mimo to każdą internetową poradę zdrowotną należy traktować z pewną dozą ostrożności. W przeciwnym razie możemy wpaść w niepotrzebną panikę. A nic tak nie szkodzi zdrowiu jak stres.

Czego nie jeść w chorobie Hashimoto

Wiem, że część z Was nie ma czasu na dokładne przejrzenie wszystkich stron poświęconych diecie w chorobie Hashimoto. Dlatego postanowiłam sama przeprowadzić dokładne poszukiwania i przedstawić Wam ich wyniki w niniejszym artykule. W telegraficznym skrócie dieta pokarmów niewskazanych przy chorobie Hashimoto oparta o różne źródła wygląda następująco:

  • gluten (czyli: pszenica, żyto, jęczmień)
  • pozostałe ziarna (np. ryż, kukurydza) i pseudozboża (także amarantus, quinoa)
  • pestki (słonecznik, dynia, siemię lniane)
  • nabiał (wszystkie sery, jogurty, kefiry itd.)
  • jaja
  • cukier rafinowany i słodziki (w tym syrop glukozowo-fruktozowy)
  • rośliny strączkowe (przede wszystkim soja)
  • orzechy
  • kawa
  • rośliny psiankowate (pomidory, ziemniaki, papryka, bakłażan; także tytoń)
  • czarna i zielona herbata
  • rośliny zawierające goitrogeny (m.in. szpinak, kapusta, kalarepa, kalafior, brokuły, jarmuż, gruszki, truskawki)
  • oleje roślinne
  • ryby morskie, sól jodowana

Zaraz, Ola, Ty chyba żartujesz!? Powiedz, że to żart! Spokojnie, zaraz to wszystko przeanalizujemy.

W poszukiwaniu złotego środka

Powyższa lista może wywołać w chorym dwie reakcje: albo wzruszy ramionami i pomyśli „to jakieś bzdury”, albo przerazi się nie na żarty, nakaże rodzinie wyrzucić całą zawartość lodówki, a na widok glutenu będzie prychać z irytacją i nienawiścią. Wiem, że listy produktów niewskazanych mogą przerażać. Mnie samą także na początku wszelkie zalecenia dietetyczne bardzo zniechęciły. Dlatego należy wziąć kilka głębokich oddechów, a następnie spojrzeć na nie chłodnym okiem. Na początek każdy chory powinien odpowiedzieć sobie na najbardziej kluczowe pytanie:

Czy w ogóle chcę zmienić coś w swojej diecie?

Zakładam, że jeśli nie zaobserwowaliście żadnych przykrych objawów choroby, odpowiedź zabrzmi „NIE!”. W przypadku, gdy Wasze samopoczucie ma się nie najlepiej, możliwość zmiany diety może wydać Wam się niezwykle obiecująca. Jaka by nie była Wasza decyzja, polecam zachować umiar i zdrowy rozsądek.

Jeść czy nie jeść? Oto jest pytanie!

Czy i jak zmienić dietę?

Jeśli zdiagnozowano u nas jakąkolwiek chorobę, nie możemy udawać, że wszystko jest w absolutnym porządku. Ciało wyraźnie daje znać, iż nasz dotychczasowy tryb życia mu nie służył. Może potrzebujemy więcej snu? Może nadmiernie się stresowaliśmy? A może po prostu nasza dieta nie była odpowiednia?

Drobne modyfikacje sposobu odżywiania z pewnością wyjdą nam na zdrowie. Każdy chory skorzysta na ograniczeniu spożycia rafinowanego cukru i produktów naszpikowanych konserwantami. Jeśli jednak pociągałyby Was bardziej radykalne zmiany, polecam działać stopniowo i najlepiej pod okiem dietetyka.

Od czego w ogóle zacząć? Coraz częściej poleca się wyeliminowanie glutenu i nabiału. Mnie osobiście taka zmiana bardzo pomogła, jednak czy pomoże i Tobie – nie wiem. Z tej przyczyny zachęcałabym Was do wykonania testów na nietolerancje pokarmowe, które staną się cenną wskazówką przy planowaniu diety. Ponadto kluczowa jest samoobserwacja: jeśli po jakiś produkcie czujesz się źle, to wyraźny znak, by go nie jeść.

Należy pamiętać, że nie ma uniwersalnej diety dla każdego pacjenta z Hashimoto. Każdy organizm jest inny i inaczej reaguje na dany pokarm. Dlatego przerażająco długie listy „Tego nie jedz!” traktujmy z pewną dozą ostrożności. Owszem, całkiem możliwe, że nasz organizm nie toleruje pewnych produktów. Jednak na pewno nie wszystkich!

Zamiast wpadać w panikę, przeanalizujmy, skąd w ogóle biorą się te zalecenia.

Hashimoto i dieta

Najpopularniejszym zaleceniem dietetycznym przy chorobie Hashimoto jest eliminacja glutenu i nabiału. Temat ten jest jednak na tyle szeroki, że poświęciłam mu niedawno osoby artykuł [klik!]. Co jednak z resztą pokarmów z czarnej listy? Oczywiście można wyeliminować wszystkie z nich na pewien czas, gdy zdecydujemy się zastosować dietę zwaną protokołem autoimmunologicznym. Gdy jednak nie interesują Was tak rygorystyczne zmiany, pozostaje tylko umiar, samoobserwacja i testy na nietolerancje pokarmowe. Wspominałam Wam także w jednym z artykułów o diecie eliminacyjnej – wyłączamy dany pokarm z diety na co najmniej trzy tygodnie – całkowicie, gdyż nawet małe ilości mogą zaburzyć wynik eksperymentu! Następnie ponownie go wprowadzamy i obserwujemy swoją reakcję. Wszelkie niepokojące objawy mogą świadczyć o nietolerancji: bóle brzucha, biegunka, zatwardzenie, swędzenie, pokrzywki, bóle głowy, migreny, kichanie, katar… Uwaga, takie symptomy mogą pojawić się nawet po kilku lub kilkunastu godzinach od spożycia posiłku!

A teraz przyjrzyjmy się parszywej dwunastce, która może, ale NIE MUSI okazać się dla chorego kłopotliwa:

1. Ziarna bezglutenowe i pseudozboża – zaleca się ich eliminację przy stosowaniu diety zwanej protokołem autoimmunologicznym. Białka poszczególnych zbóż mają budowę podobną do glutenu i dlatego mogą działać na osoby chore podobnie jak pszenica, żyto czy jęczmień. Ostatnio pojawia się jednak coraz więcej głosów mówiących, że ludzie w ogóle nie powinni jeść ziaren. Dlaczego? Zawierają one białka trudne do strawienia, które podrażniają jelita i mogą prowadzić do zwiększonego stanu zapalnego i zwiększenia ryzyka wystąpienia chorób autoimmunologicznych [1]. Sama przez dłuższy czas byłam na diecie paleo, obecnie jednak wprowadziłam do diety niektóre zboża bezglutenowe. Jestem zdania, że ziarno ziarnu nierówne. Zboża warto moczyć i fermentować, na przykład przygotowując chleb gryczany wg tego przepisu.

Zdaję sobie sprawę, że temat ziaren jest mocno kontrowersyjny i dlatego najlepiej chyba zrobić test na nietolerancje pokarmowe: może się okazać, że nie tolerujemy kukurydzy, ale grykę już tak.

[1] Wolf, Robb (2010): „PALEO dieta”. Poznań. Strona 86.

2. Rośliny strączkowe – na pewno warto znacznie ograniczyć spożycie soi (a nawet całkowicie ją wykluczyć), gdyż obfituje ona w fitoestrogeny i może zaburzać gospodarkę hormonalną. Reszta roślin – z umiarem i stosownie do reakcji. Ja zaobserwowałam przykre reakcje po fasoli oraz po fasolce szparagowej, ale po soczewicy nic mi nie jest.

3. Jajka – zależnie od wyników testów na nietolerancje pokarmowe lub diety eliminacyjnej. Co ciekawe, białka wywołują reakcję alergiczną częściej niż żółtka.

4. Rośliny psiankowate – warto ograniczyć ich spożycie lub je wyeliminować, zwłaszcza gdy cierpimy na dolegliwości stawów. Ale dlaczego w ogóle ziemniaki, pomidory i papryka mogą być dla nas szkodliwe? „Psiankowate mogą sprzyjać „wypłukiwaniu” wapnia z zębów oraz kości i odkładaniu go w tkankach, gdzie nie ma dla niego miejsca, co może mieć związek z artretyzmem, arteriosklerozą, kamieniami nerkowymi, reumatyzmem, migrenami, wysokim ciśnieniem krwi, stanami spastycznymi oskrzeli, osteoporozą, toczniem i innymi powszechnymi przypadłościami. Z doniesień wielu moich pacjentów, którzy wykluczyli psiankowate z diety, wynika, że wymienione schorzenia ustąpiły lub uległy znacznemu złagodzeniu”, pisze dr Wojciech Ozimek.

Ach, te podstępne psiankowate!

5. Kawabadania z 1998 roku pokazały, że kawa podnosi poziom cukru we krwi i dlatego osoby cierpiące na Hashimoto oraz insulinooporność lub cukrzycę powinny jej unikać. Na dodatek zdarza się, iż pacjenci z problemami trawiennymi doświadczają po kawie np. refluksu. I rzecz najważniejsza: mała czarna pobudza nadnercza do wydzielania większej ilości kortyzolu, hormonu stresu, co może nieść ze sobą przykre konsekwencje zwłaszcza w wypadku zmęczenia nadnerczy. Czyli znów zachęcam do umiaru i obserwowania własnych reakcji :)  

6. Cukier rafinowany i słodziki – zdecydowanie warto zrezygnować ze wszystkiego, co zawiera syrop fruktozowy, gdyż coraz więcej badań wskazuje na jego szkodliwość. Cukier rafinowany z kolei warto zastąpić miodem czy daktylami i starać się spożywać go jak najrzadziej. Tak będzie naturalniej i zdrowiej. Uwaga! Jeśli masz zdiagnozowaną insulinooporność, konieczne będzie ograniczenia spożycia węglowodanów pod okiem dietetyka.

7. Czarna i czerwona herbata – lepiej spożywać je okazyjnie, gdyż zawierają one fluor, który „może powodować stan zapalny i obumieranie komórek tarczycy, prowadząc do powstania autoimmunologicznego zapalenia tarczycy”. Okazuje się też, że herbaty tańszych marek zawierają znacznie wyższe ilości fluoru niż produkty uznanych producentów  Warto też wybierać pastę do zębów bez fluoru. 

8. Zielona herbata – dla części pacjentów może być szkodliwa, a dla innych korzystna. Wszystko zależy od kondycji naszego układu immunologicznego i od tego, które z jego ramion jest dominujące: Th1 czy Th2. Jeśli więc po zielonej herbacie czujesz się gorzej – oczywiście ogranicz jej spożycie.

9. Rośliny zawierające goitrogeny – pod wpływem wysokiej temperatury te związki zostają zneutralizowane. Co więcej, te rośliny zawierają wiele pożytecznych substancji i dlatego absolutnie nie powinniśmy ich unikać! Warto także jeść te rośliny na surowo, choć w umiarkowanych ilościach. 

10. Ryby morskie – jod budzi wiele kontrowersji w przypadku Hashimoto. Dotychczasowe badania pokazują, że dla części chorych rzeczywiście może być szkodliwy, jednak u innych może przynieść poprawę stanu zdrowia. Czyli znów najważniejsza jest obserwacja – ja na przykład po rybach morskich czuję się bardzo dobrze, co oczywiście nie oznacza, że i dla Ciebie będą one korzystne.

11. Oleje roślinneJednym z największych problemów współczesnej diety jest zaburzony stosunek kwasów tłuszczowych Omega-3 do Omega-6 powinien wynosić od 1:1 do 1:4, a tymczasem u większości osób oscyluje wokół 1:16! Kwasy tłuszczowe Omega-6 występują przede wszystkim w ziarnach, pestkach i orzechach (w oliwie z oliwek znajdziemy ich stosunkowo mało), zaś Omega-3 – w rybach morskich, tranie oraz w tłuszczu zwierząt karmionych trawą (także w jajkach kur nie karmionych paszą). A teraz niech każdy z was uczciwie policzy, ile dziennie spożywa produktów z pierwszej, a ile z drugiej grupy.

Nadmierne spożycie kwasów tłuszczowych Omega-6 sprzyja powstawaniu wielu chorób, w tym: układu sercowo-naczyniowego, raka i chorób autoimmunologicznych, gdyż wykazują działanie prozapalne. Czyli – zdecydowanie więcej Omega-3 w diecie, a mniej Omega-6.

12. Pestki i orzechy – z umiarem, gdyż zawierają duże ilości kwasów Omega-6. Starajmy się też jeść je na surowo; optymalnie byłoby też uprzednio je namoczyć, żeby zneutralizować kwas fitynowy.

W pułapce Internetu

Często dostaję od Was wiadomości pełne bezradności: „To mam jeść te ziemniaki czy nie? Bo strona X mówi jedno, a strona Z coś innego”; „Czy powinnam wyeliminować wszystkie zboża? Jak sądzisz?”; „Mam Hashimoto, czy muszę przestać jeść gluten?”. Na takie wiadomości odpowiadam zawsze podobnie: „Nie wiem. Być może musisz, ale to zależy…”. Każdy z nas jest inny. W Internecie nie znajdziesz porady dostosowanej do Twoich potrzeb i Twojego stanu zdrowia, a jedynie pewne ogólne wytyczne. I właśnie dlatego istnieją lekarze i dietetycy* – to właśnie oni są w stanie stworzyć zalecenia uszyte na miarę Twoich potrzeb.

Trzymajcie się zdrowo,

Wasza Ola

* Pamiętajmy oczywiście, że specjalista specjaliście nierówny i czasem musimy wykazać się ogromną cierpliwości, zanim trafimy na dobrego lekarza.

 

A w wolnej chwili zapraszam Was na jaskiniowego Facebooka.

***

P.S. Zaznaczam, że nie mam wykształcenia medycznego, więc moje artykuły nie mają charakteru porady lekarskiej. Opieram się na swoich doświadczeniach oraz staram się wybierać jak najbardziej wiarygodne źródła, jednak oczywiście zawsze mogę się mylić. Jeśli się z czymś nie zgadzacie lub zauważyliście błąd merytoryczny – dajcie mi znać. Chętnie skoryguję swoją niewiedzę  :)

 

,
33 comments on “Hashimoto: Czego i dlaczego nie jeść?
  1. Co do omega3 i 6 to z tego co mi wiadomo omega 3 oprócz ryb znajdują sie takze w migdałach,orzechach włoskich i olejach roślinnych jak np.w oleju lnianym. Nie można wiec chyba powiedziec ze wszystkie orzechy powinniśmy odrzucić bo ,,omega6″

    • Ano właśnie z Omega-3 pochodzącymi z orzechów i pestek jest pewien problem… Omega-3 w rybach i jajkach występują w formie DHA i EPA, zaś kwasy ALA występujące w orzechach i pestkach nasz organizm musi przekonwertować właśnie do tych form. Proces ten jest wydajny raptem w 10-15%, a u osób chorych (np. na choroby autoimmunologiczne) może praktycznie nie zachodzić… Niestety, orzechy i pestki nie są dobrym źródłem Omega 3, co oczywiście nie oznacza, że mamy ich nie jeść – jedzmy po prostu w umiarkowanych ilościach. Mała garstka wystarczy :)

  2. Nic tak nie szkodzi zdrowiu jak stres. :) Ale to tylko przejęzyczenie. :) Tak w ogóle, to już opanowałam takie odzywki lekarzy. Mówię, ze jeśli nie chcą mnie leczyć, to poproszę o taką informację na piśmie. :)

  3. Hej! Mam niedoczynność tarczycy, która wg lekarzy wywołana jest tym ze moja tarczyca jest bardzo mała. Leczę się już od jakiś 8 lat, Hashimoto nie mam. O wspieraniu leczenia tarczycy dietą i suplementami wiem od stosunkowo niedawna (niestety) i mam bardzo istostne da mnie pytanie – czy nie mając Hashimoto a „jedynie” niedoczynnosc tez powinnam stosować tak restrykcyjne dietę ?(parszywa 12 ;-) ). Na paleo byłam ale może nie takim skrajnym, nabiał bardzo sporadycznie – bardzo dobrze wpłynęło to na moje hormony (mam też niestety zawirowania w tych kobiecych). Dobrze się czuje na paleo i chce je kontynuować, ale nie ukrywam, ze nie jest to dla mnie łatwe i nie wiem jak bedzie jeśli wyklucze jeszcze moje ulubione pestki, orzechy, jajka, pomidory i paprykę i jeszcze parę innych z czarnej listy…w mojej głowie pojawia się pustka co będę gotować, czym się będę ratować w roli przekąski ?! Sumując – chcę się dowiedzieć czy przy samej niedoczynnosci takie ograniczenia są również zalecane, nie znalazlam konkretnego potwierdzenia na to w nwcie. Na testy na razie nie mam kasy wiec sprawdzenie praktyczne musi chwile poczekać. Będę bardzo wdzięczna za odpowiedz, pozdrawiam Cię serdecznie

    • Sądzę, że jeśli czujesz się dobrze na obecnej diecie, nie musisz się niepokoić nadmiernie tymi „parszywymi” produktami ;) Niemniej jednak pewne rady są uniwersalne – np. dobra proporcja Omega-6 i Omega-3 czy mało czarnej herbaty. A jadasz ryby morskie? Spróbuj jadać więcej i zobacz, jak się dzięki nim poczujesz. Przy „zwykłej” niedoczynności jod przeważnie pomaga.

      A na usg tarczycy nie ma u Ciebie stanu zapalnego?

      • Dzięki za odpowiedź! :-) na USG zapalenia nie ma i ogólnie wszystko „w normie” poza tym właśnie mniejszym rozmiarem tarczycy. Przeciwciała też mam robione co jakiś czas – nie ma. Ryby jem ale z tego co się dowiedziałam nie powinnam zbyt często bo w badaniach wyszło że mam organizm dosyć mocno zanieczyszczony metalami ciężkimi, czytałam w wielu miejscach że ryby morskie są obecnie również „zametalowane”. Z kolei ryby pacyficzne są poza moim zasięgiem cenowym. Odtruwanie się dużymi dawkami wit C i chlorellą. Z herbatą i kawą a konkretnie za dużą ich ilością w mojej diecie muszę faktycznie powalczyć ;-) pozdrawiam ciepło

        • W kwestii jodu zawsze jest jeszcze opcja płynu Lugola na skórę (chociaż polecam skonsultować to z lekarzem). Skoro tarczycę masz tak dobrze przebadaną, chyba naprawdę nic się z nią nie dzieje :) Jeśli dieta działa – trzymaj się jej i zobacz, czy dobre samopoczucie będzie się utrzymywać.

          Pozdrawiam ciepło i życzę powodzenia :)

    • Zanikająca tarczyca to autoimmunologiczne zapalenie tarczycy ktore czasem w potocznej nazwie zwane jest przez pacjentów Hashimoto. Radiolog widząc moje mniejsze rozmiary tarczycy zalecił zrobienie przeciwciał, ktore tylko potwierdziły jego diagnozę. Endo nawet z tym nie próbował dyskutować. Wszystkie badania w tym zakresie robiłam w ramach nfz.

  4. Mam pytanie odnośnie testów na nietolerancje pokarmowe. Jakie dokładnie testy masz na myśli i gdzie można je wykonać?
    Może moje pytanie jest dziwne, ale natknęłam się na różne informacje na temat różnych testów i właściwie nie wiem, które byłyby najbardziej wiadygodne.

  5. Wiele cennych informacji znalazłam na tej stronie. Lista „parszywej dwunastki” brzmi przerażająco, wydaje się, że jest to 90% mojej diety. Prosiłabym o podanie listy „złotej dwunastki” najcenniejszych pokarmów.

  6. Nie piszcie, jak to w internecie szybciej można uzyskać diagnozę(?) a lekarze zniechęcają do samodzielnego pposzukiwnia info o chorobie. Ja mam wspaniałe doswiadczenia z lekarzem, który mnie leczy. Takie pisanie ubliża między innymi Jemu. Blogerki i samozwańcze guru wypisują różne rzeczy, ale nigdy ale to nigdy za lecznicze porady nie chcą brać odpowiedzialności. Zawsze odsyłacie do lekarzy, których takimi sformułowaniami jednak lekceważycie. Macie jakieś rozdwojenie jaźni albo kompleksy? Wiecej odpowiedzialności, mniej złośliwości.

    • Cieszę się, że udało Ci się trafić na dobrego lekarza :) Cóż, ja osobiście staram się zawsze podkreślać, że specjaliści są różni – są lekarze wspaniali, ale są też i tacy, którzy pacjentom szkodzą. I tak też piszę w artykule – część lekarzy to nie wszyscy. Sama nieraz trafiłam na lekarzy, którzy byli opryskliwi i doprowadzili mnie niemal do łez.

      Blogerzy (ani nawet lekarze udzielający porady przez internet) nie mogą wziąć za nie odpowiedzialności, gdyż nie da się nikogo leczyć na odległość, bez dokładnej znajomości jego wyników badań.

      Pozdrawiam ciepło :)

  7. Niedawno odkryłam chorobę tarczycy, po wizytach u kilku lekarzy w końcu stwierdzono Hashimoto. Teraz zastanawiam się nad tymi testami na nietolerancję pokarmową, bo mimo przyjmowania hormonów obniżony nastrój i inne dolegliwości ciągle nie ustępują.
    Ciągle mam bardzo małą wiedzę, lekarze nie są pomocni…
    Stąd pytanie – gdzie w ogóle takie testy na nietolerancję się robi? trzeba się zgłosić do poradni? do swojego endo? czy jeszcze jakoś inaczej?

  8. Hej! U mnie też najprawdopodobniej wystąpiło Hashimoto, Jak na razie moje wyniki nie są super złe (mam podwyższone TSH. Około 5,200, gdzie norma jest do 0,900-5,600, więc górna granica. FT4 mam prawie 90%, a FT3 mam ponad wymiar (130% we krwi). Pewnie to wczesne stadium choroby; zniszczeniu ulegają pęcherzyki tarczycowe, z czego następnie uwalniają się związki hormonów. )

    Jednakże, muszę się przyznać do pewnego przełomu. Pewnie zabrzmi to super, a wręcz nadzwyczaj dziwnie, ale mój endokrynolog zalecił mi badanie alergiczne na hapteny (związki antygenów cząstkowych) po przez wykonanie testu ELISA (test immunoenzymatyczny. Akurat endo jest bliskim znajomym, więc załapałam się, ale i uprzedzę pytania – niestety nie wiem, ile takie badanie kosztuje). Okazuje się, że ze zastosowaniem tego testu, mój organizm reaguje wrogo na hapteny mojego brata (które znajdują się nie tylko wewnątrz jego organizmu, ale są też wydalana z potem, śliną, itp.) i powodują reakcję alergiczną na tle immunologicznym (nie mam ciał anty-ATPO, ale mam za to Anty-TG; ponoć tak właśnie rozpoczyna sie Hashi w początkowym stasium. Na moment skaczą przeciwciałą anty-TG, następnie tworzą się ATPO. U mnoe akurat tych drugich jak dotąd nie ma). Diagnoza dodatkowo na tyle dziwna, że gdy brat wrócił zza granicy, powróciły mi symptomy alergii, z którymi borykałam się od dziecka o__O (wysypka, katar, flegma na gardle a teraz Hashi). Ponoć ta diagnoza to rewolucja za granicą, gdzie badanie na tle alergii człowiek – człowiek(dosłownie) okazują się catalystem (zapalnikiem) wielu chorób na tle auto-immunologicznym. Ponoć, skoro człowiek może być uczulonym na biąłka zwierząt, to dlaczego by nie innych osób? Podobne przypadki wykryto nawet wśród zwierząt z tego samego gatunku.

    Artykuł (spleciony dość chaotycznie, ale jest) znajduje się tutaj. http://www.haptens.republika.pl/haptenology_pl.html

    Teraz jestem pod obserwacją endo. Ograniczyłam też spożywanie jakichkolwiek białek (zwłaszcza albuminy, która bardzo łakomie wiąże antygeny) i zobaczymy co dalej

    Samopoczucie na razie mam okej. Jadę na dawce Euthyroxu 25

      • Cała przyjemność po mojej stronie :) jeszcze jako ciekawostkę, pragnę wspomnieć o pewnym leku. Mój brat kilka lat temu zachorował na zapalenie reumatoidalne (które objawiło się symptomami grypy w początkowym przebiegu choroby, a potem przekształciło w pełnoprawne zapalenie stawów.). Jako, że był młody, a lekarka prowadząca jego sprawę okazała się być super osobą (bardzo gorąco polecam klinikę w Sopocie) udało jej się wcisnąć go w program „naturalnych przeciwciał białkowych), albo tzw. HUMIRY – Adalimumab.

        Jest to lek biologiczny, niesterydowy, który stosuje się nie po to, aby leczyć same symptomy, lecz by ZAPOBIEC reakcjom immunologicznym ze strony organizmu. Mój brat wylądował na tych zastrzykach na okres dwóch lat. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że nie stosował żadnych diet, ćwiczyć też nie ćwiczył (no bo jak przy takim bólu) i po niespełna roku nastąpiła pełna reemisja :). Wyniki unormowały się, a przeciwciała malały w zaskakującym tępię.

        O leku można więcej wyczytać tutaj, https://pl.wikipedia.org/wiki/Adalimumab

        Ale co ciekawe, związki adalumab łączą się z pewną grupą białek w ten sam sposób, co tyreoglobulina, tworząc syntetyczne (nijakie) białka, które nie wchodzą w reakcje immunologiczną. Ten zapalnik, który normalnie łączyłby się z danym białkiem, nie ma miejsca przyczepu, albowiem w jego miejsce pojawia się proteina syntetyczna.

        Jeżeli powstanie lek, który w ten sam sposób będzie mógł inicjować reakcję z Tyreoglobuliną (a w niektórych przypadkach i enzymem transbłonkowym) to 10/10; mamy lekarstwo na Hashi : D, a dodatkowo patent na HUMIRĘ wygasł w poprzednim roku, a w 2019 szacuje się opracowanie nowych formuł na choroby insulino-oporne oraz tarczycowe.

        A co do tych, które borykają się z celakią; bardzo często u osób, u których wykryto Hashimoto, pojawia się także Yersinia enterocolitica i Helicobacter pylori (ta pierwsza to krewniaczka Yersinia pestis, która była odpowiedzialna za dżumę w okresie Średniowiecza. Ta druga to bakteria odpowiedzialna za wrzody żołądkowe). Dlatego, usilnie bym prosiła, aby (zanim wprowadzicie dietę bez-glutenową, itp., bo jest to dość kosztowne przedsięwzięcie i nie zawsze skuteczne) przebadać się na antyciała dla obu bakterii (w najgorszym razie przeprowadzić endoskopię. Dla tej drugiej badanie kału) i zobaczyć, czy takowe występują. U mnie Hashi pojawiło się bo terapii antybiotykowej :/ i często tak jest, że osoby które nie dawno przechodziły poważną infekcję, już mogą z wolna tworzyć wyściółkę dla Hashi, która ujawnia się zwykle w ostępie kilku lat; a te bakterie po prostu uwielbiają jelita.

        Przepraszam, że się tak rozpisałam, ale chciałam podzielić się moją wiedzą na ten temat. Być może komuś się to przyda <3

        • Ależ skądże znowu, to niezwykle ciekawe informacje! Kiedy jeszcze sobie coś przypomnisz, pisz śmiało :)

          • Bardzo miło mi to słyszeć : ).Jeżeli nikt nie będzie miał mi tego za złe, kontynuuje wątek!

            Otóż odebrałam wyniki USG; echogeniczność w normie, brak zmian ogniskowych, węzły chłonne nie powiększone, żadnych guzków, ale objętość mojej tarczycy znajduje się w dolnej granicy normy (10 ml na osobę o wzroście 174 cm)

            Radiolog, który prowadzi moje diagnozy jest dość obyty w tych sprawach. Przeprowadził ze mną szczegółowy wywiad środowiskowy – wypytał o objawy, antyciała, itp. Jak wspominałam u mnie ANTY-ATPO było odrobinę powyżej normy (9,20 na 9,00) a ATG (52,4 do 4,00, czyli sporo). Nie dość tego, wyczytałam pełno głupot przed badaniem na temat ATG (związanych z rakiem, innymi poważnymi chorobami tarczycy. Jak to stres – dostałam maciupkiego wola na szyi)

            Jednakże, radiolog z góry stwierdził, że przy tak niskiej obecności ciał anty-ATPO, bardzo wątpi w Hashimoto w moim wypadku. Ciała ATG występują niemalże u 15-20% osób z JAKĄKOLWIEK chorobą tarczycy (tak, w nadczynności zwykłej, Gravesa, niedoczynności endemicznej i raku tarczycy, więc nieco mnie pocieszył). Dodatkowo, u osób, które przeszły stan zapalny (w jakiejkolwiek postaci) często uwidaczniają się lekkie zwapnienia w obrębie samej tarczycy (które są widoczne na obrazie USG), a tarczyca przejawia się obniżoną echogenicznością; u mnie było puściutko i gładziutko. Dlatego też osoby, które same diagnozują u siebie Hashi wyłącznie na podstawie podwyższonego ATG, robią to błędnie (do tego potrzebne są USG i biopsja samej tarczycy; jeżeli w tkance występują limfocyty, to może wtedy i owszem, ale skoro nie ma śladu po stanie zapalnym, to też bardzo wątpliwe zagadnienie)

            Moje TSH to 5,200, gdzie 5,600 to norma. Moje FT4 wynosi 13,49 na 14,20, a FT3 jest podwyższone (6,66 do 6,00). Radiolog nadmienił możliwość braku jodu w mojej diecie (bardzo często objawia się to podwyższonym FT3 i FT4 w normie) – więc tym bardziej uradował mnie tą nowiną.

            Spotkanie z endokrynologiem mam dopiero za miesiąc. Ale na stan dzisiejszy nadal nie odczuwam zbytnich objawów niedoczynności; nie tyje bez powodu, nie jest mi zimno, moja skóra nie jest sucha, nie bolą mnie stawy, etc. Jedyne co daje mi się we znaki to lekka cieśnia nadgarstka (ale pracuje przy komputerze) no i może i zimne dłonie (chociaż nagrzewają się szybko po odejściu od biurka)

            Dawkę Euthyroxu na tydzień zmniejszyłam do 12,5 na test i nadal czuje się tak samo.

            Chyba jestem dość ciężkim przypadkiem :D

          • Jeśli nie masz typowych objawów niedoczynności, a obraz USG jest w porządku, to może rzeczywiście to niedobór jodu w diecie? Jak często jadasz ryby morskie? :)

  9. Musiałam dziobnąć nowy komentarz; do starego już nie dam rady nic podczepić. Co do ryb to akurat jest fartownie, jak trafi się taki dorszyk ze dwa razy w tygodniu. Czasami jest tylko raz, albo wcale :/. Fakt faktem zajadam się za to jajkami (w żółtkach jest ponoć dużo selenu), ale to chyba nie zbyt taktowne posunięcie, jeżeli w mojej diecie rzeczywiście brakuje jodu. Odebrałam też morfologie i lipidogram z cukrem; i oba są dobre. Wynik trójglicerydów najbardziej mnie cieszy bo tylko 75 do 150. Morfologia cała w porządku, a CPR wynosi zaledwie 1,5 do 5. Szczerze powiedziawszy sama nie wiem, czy mam się bać mojego organizmu czy też nie (strasznie dziwne te wyniki :D, ale za to dobre). Chyba nadal będę obstawiać niedobór jodu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>