~ Hashimoto od A do Z: Ciąg dalszy ~

O chorobach autoimmunologicznych wiemy już całkiem sporo. Nauka cały czas dokonuje nowych odkryć o niezwykłej dla nas wadze. Ważne jest, byśmy my, pacjenci, byli tego świadomi i posiadali chociaż podstawową wiedzę na temat schorzenia, z którym musimy na co dzień się borykać. Dziś zapraszam Was na zakończenie alfabetu Hashimoto. Mam nadzieję, że informacje zaprezentowane w obu tekstach pomogą Wam zrozumieć istotę tej choroby oraz ułatwią Wam życie z Japończykiem u boku. Część pierwszą artykułu możecie znaleźć [tutaj].

M jak mózg i mgła mózgowa

Przyjęło się twierdzić, że Hashimoto jest chorobą tarczycy: organizm produkuje przeciwciała, które niszczą ten organ. Dlatego też powszechnie przyjętą metodą leczenia jest stosowanie syntetycznego hormonu – tarczyca pogrążona w niedoczynności nie jest w stanie wyprodukować odpowiedniej ilości T4 (tyroksyny). Jedna tabletka powinna wystarczyć.

Niestety, nasz organizm nie jest na tyle mądry, by atakować wyłącznie tarczycę. Skoro nauczył się niszczyć jedną tkankę, jaką mamy gwarancję, że nie zacznie uszkadzać następnej? Choroby autoimmunologiczne lubią chodzić parami – częstym połączeniem jest chociażby Hashimoto i reumatoidalne zapalenie stawów. Z kolei w przypadku celiakii jest większa szansa na wystąpienie m.in.  chorób tarczycy o podłożu autoimmunologicznym (Hashimoto, Graves-Basedov), cukrzycy typu I, wyczerpania nadnerczy, co zostało potwierdzone badaniami [źródło].

W przypadku Hashimoto atak na tarczycę czy stawy nie jest głównym problemem. Zdaniem dra Datisa Kharraziana 30% chorych produkuje przeciwciała przeciwko własnemu mózgowi [źródło]. Stwierdza on także, że: „Obecność choroby autoimmunologicznej kreuje stan zapalny w mózgu, a także proces autoimmunologiczny bezpośrednio dotyczy mózgu. Istnieją opublikowane badania, które pokazują, że przeciwciała anty-TPO przyczepiają się do astrocytów w rejonie mózgu, który jest zwany móżdżkiem. Oznacza to, że kiedy przeciwciała anty-TPO się podnoszą, nie tylko przyczepiają się do tarczycy i dają sygnał do jej niszczenia, ale dodatkowo taki sam proces następuje w móżdżku”.

Po latach takiego procesu mogą pojawić się zaburzenia pamięci i koncentracji, nerwowość, mgła mózgowa, zaburzenia równowagi. Doskonale znam te objawy z „własnego podwórka”: moja mama, przez ponad 20 lat błędnie diagnozowana i leczona, skarży się na problemy z pamięcią i koncentracją. Zupełnie bez powodu traciła równowagę. A jej nerwowości przez wiele lat doświadczałam na własnej skórze.

Pisząc o tym wszystkim, nie chcę Was w jakikolwiek sposób straszyć. Kondycja naszego mózgu w dużej mierze zależy on nas samych – jeśli dobrze go odżywimy właściwą dietą i będziemy regularnie ćwiczyć pamięć i koncentrację, znacznie zmniejszymy ryzyko zaburzeń w przyszłości. Chcę Wam jednak uświadomić rzecz, która mnie osobiście przeraża.

Większość lekarzy uparcie twierdzi, że syntetyczny hormon w tabletkach jest wystarczającym lekarstwem w przypadku Hashimoto. Tyle że te pastylki nie hamują produkcji przeciwciał! Praktycznie każdy lekarz, którego odwiedziłam (w tym bardzo znany profesor) mówił mi, że „przeciwciałami nie ma się co przejmować, bo one i tak nie znikną”. Wspaniale! Co z tego, że mój własny organizm niszczy mi tarczycę, stawy, mózg?… Nic się nie da zrobić!

Ja mówię takiej postawie zdecydowane NIE. Leczenie Hashimoto (i innych chorób autoimmunologicznych) powinno polegać na redukcji przeciwciał, by powstrzymać organizm przed niszczeniem samego siebie! Z tej przyczyny jestem ogromną zwolenniczką stosowania diety, która pozwala ograniczyć produkcję przeciwciał (odrzucenie glutenu i nabiału jest wspaniałym początkiem).

Warto też pamiętać, że każdy chory jest inny i że u każdego choroba postępuje w różnym tempie, zależnie od natężenia czynników takich jak stres czy zła dieta. Dlatego też przez wiele lat możecie czuć się dobrze i nie doświadczać skutków choroby. W moim wypadku choroba zaatakowała z całą mocą dopiero gdy miałam 23 lata, wcześniej czułam się praktycznie zupełnie zdrowa – wystarczyła jedna mała tabletka rano. Teraz wiem, że atakowi choroby można zapobiec i dlatego zachęcam Was do działań prewencyjnych.

N jak nietolerancje pokarmowe, niedobory i nadnercza

Jak już wspomniałam w pierwszej części artykułu, choroby autoimmunologiczne mają ścisły związek z jelitami. Dlatego też coraz więcej się ostatnio mówi na temat korelacji istniejącej między tymi schorzeniami, a nietolerancjami pokarmowymi. Kontakt ze szkodzącym nam produktami pobudza system odpornościowy i może zaogniać stan zapalny oraz produkcję przeciwciał. A czym różni się alergia od nietolerancji? W przypadku tej pierwszej reakcja następuje natychmiast po spożyciu danego pokarmu. Nietolerancja z kolei daje objawy po kilku lub kilkunastu godzinach, a nawet – po kilku dniach. 

Najbardziej szkodliwymi pokarmami są dla większości chorych oczywiście gluten i nabiał – szacuje się, że 80% osób nietolerujących glutenu nie toleruje również nabiału (Wahls, str. 101), a w przypadku chorób autoimmunologicznych powinno się wykluczyć obie grupy pokarmów. Problematyczne mogą się też okazać inne ziarna, orzechy, czy rośliny z rodziny psiankowatych. By się o tym przekonać najlepiej oczywiście wykonać odpowiednie badanie. Takie testy są jednak dość drogie, zaś ich skuteczność jest poddawana w wątpliwość. Niestety, na chwilę obecną nie oferuje nam lepszego narzędzie. Jeśli jednak nie dysponujecie wystarczającymi środkami, dobrą opcją może być dieta eliminacyjna.

Dlaczego usunięcie potencjalnie drażniących pokarmów jest tak ważne? W przypadku Hashimoto należy robić wszystko, co w naszej mocy, by poprawić kondycję jelit. Ich nieszczelność oraz zaburzenia flory bakteryjnej utrudniają wchłanianie pokarmu, przez co możemy doprowadzić do niedoborów i stopniowego pogarszania naszego zdrowia. A że dzisiejsze pożywienie jest znacznie uboższe w witaminy i minerały od pokarmu naszych rodziców i dziadków, droga do niedoborów jest znacznie łatwiejsza, niż nam się zdaje.

***

Nie dość, że choroby autoimmunologiczne chodzą parami, to u wielu Hashimotowców zaburzenia pracy tarczycy często idą w parze z zaburzeniami funkcjonowania nadnerczy. Więcej na ten temat przeczytacie [tutaj].

Nabiał. Taki dobry, a dla nas często taki niedobry.

O jak objawy i osłabiona odporność

Tyle jest odmian Hashimoto, ilu jest pacjentów. U każdego z nas występuje indywidualny zestaw objawów, które niekiedy się nasilają, a niekiedy słabną. Poniżej znajdziecie dość kompletną listę symptomów. Sugeruję Wam zaznaczyć pozycje, które Was dotyczą i w ten sposób zobaczyć, jak dalece Hashimoto wpływa na Wasze życie.

Tendencje do tycia; obrzmiała, okrągła twarz (przykładowe zdjęcia chorych znajdziecie tutaj); obfite miesiączki; zaburzenia miesiączkowania; drażliwość; depresja; bezsenność; osłabienie koncentracji i pamięci; kołatanie serca; zaburzenia rytmu serca; hipercholesterolemia (zwiększenie stężenia cholesterolu w osoczu); chroniczne zmęczenie; problemy trawienne; senność w ciągu dnia; sucha skóra (np. na łokciach); zaparcia, słaba odporność; wypadanie włosów; wrażliwość na zimno…

Jednym z najistotniejszych objawów jest osłabiona odporność. Ciągłe infekcje osłabiają nasz system odpornościowy, który i tak jest już wystarczająco zmęczony chorobą Hashimoto i ciągłym stanem zapalnym. Ten aspekt to kolejny dowód na to, jak nieskuteczne jest leczenie powszechnie praktykowane w polskich poradniach: syntetyczny hormon tarczycy nie sprawia, że nasza odporność się poprawia, nie ma wpływu na kondycję naszych jelit. Możemy zażywać go całe życie i tak doświadczając bardziej lub mniej uciążliwych objawów choroby.

P jak protokół autoimmunologiczny i paleo

Coraz więcej chorych decyduje się na dietę paleo i jej odmianę specjalnie przystosowaną do potrzeb pacjentów – protokół autoimmunologiczny.

Istotą diety paleo jest odrzucenie wszystkich ziaren. Przyczyną ich eliminacji nie jest fakt, że ziarna nie znajdowały się w menu naszych przodków, a raczej to, że zawierają one mnóstwo substancji przeciwodżywczych, podrażniających jelita. Ponadto należy pamiętać o tzw. reakcji krzyżowej: białka ziaren mają bardzo podobną budowę. Nawet jeśli nie jemy glutenu, nasz organizm może pomylić z nim białka innego ziarna! By stwierdzić, czy reakcja krzyżowa ma miejsce w naszym wypadku, należałoby wykonać badania w amerykańskich laboratorium Cyrex [szczegóły tutaj], tyle że są one bardzo drogie. Dlatego znacznie tańszą opcją jest protokół autoimmunologiczny.

Protokół polega na eliminacji  wszystkch potencjalnie szkodliwych pokarmów – ziaren i pestek, nabiału, orzechów, warzyw z rodziny pisankowatych, produktów rafinowanych w celu regeneracji jelit. Powinien on trwać od miesiąca do trzech miesięcy. Po tym czasie stopniowo wprowadzamy do diety różne produkty i obserwujemy naszą reakcję. Po protokole część osób zostaje na „zwykłym” paleo, zaś inni stopniowo włączają do diety ziarna bezglutenowe. Ja trzymam się paleo, jedynie czasami jem ryż czy rośliny strączkowe. Dzięki protokołowi odkryłam w sobie niezwykłą nietolerancję na pomidory. Ziemniaki też mi nie służą, zaś papryka – jak najbardziej. Protokół jest wspaniałą okazją do zagłębienia się w reakcje naszego organizmu.

Uwaga! Pamiętajcie, że protokół nie jest złotym lekarstwem na wszystko i może się okazać, że Wam nie pomógł. Polecam udać się do specjalisty, który nas poprowadzi i zwiększy szanse powodzenia diety.

Ostatnio pojawiają się też głosy fachowców, postulujące zmianę założeń protokołu. Należy pamiętać, że nasza wiedza cały czas się pogłębia i na chwilę obecną protokół stanowi wypadkową dotychczasowych odkryć naukowych. Nie jest on jednak święty i niezmienny – wraz z rozwojem nauki i medycyny będziemy wiedzieć coraz więcej i coraz będziemy skuteczniej pomagać chorym.

Chciałabym Wam jeszcze uzmysłowić, że protokół nie jest obowiązkowym postępowaniem w przypadku chorób autoimmunologicznych, a jedynie opcją. Jeśli czujecie się źle, warto spróbować i przekonać się, czy przyniesie nam ulgę. Więcej na temat protokołu przeczytacie [tutaj]. Istnieją także inne diety, które pomagają wielu chorym, takie jak Dieta dr Ewy Dąbrowskiej (Post Daniela).

 

Warto inspirować się dietą naszych przodków: łowców-zbieraczy.

R jak rzut choroby

Rzut choroby to nic innego jak okres zaostrzenia objawów, w którym najczęściej występuje zwiększona produkcja przeciwciał i zaognienie stanu zapalnego. Z mojego doświadczenia wynika, że rzut jest powodowany przede wszystkim przez silny stres.

W ciągu mojego życia musiałam zmierzyć się z dwoma rzutami Hashimoto. Pierwszy miał miejsce przed maturą i trwał około trzy miesiące. Nic mnie wtedy nie cieszyło, wszystko było depresyjne, czarne i pozbawione nadziei. W tamtym okresie zupełnie nie skojarzyłam mojej przypadłości z tarczycą. Wierzyłam, że kiedyś mi ten smutek przejdzie – tak się rzeczywiście stało wraz z nadejściem wiosny i pojawieniem się słońca (a tak w nawiasie dodam, że żaden z lekarzy nigdy nie zbadał mi poziomu witaminy D ani nawet nie wspomniał o konieczności jej suplementacji. Gdyby było inaczej, zapewne rzut choroby byłby łagodniejszy).

Rok temu Hashimoto zaatakowało po raz drugi. Dokładnie 24 lutego miał miejsce najgorszy dzień mojego życia: zaczęłam pracę, poszło mi fatalnie, zostałam skrytykowana, a po powrocie do domu okazało się, że mój ukochany piesek zginął w wypadku samochodowym. Przez tydzień nie mogłam normalnie spać i jeść. Kolejne cztery miesiące były koszmarem – wszystko stało się czarne i pozbawione nadziei. Cały czas byłam zmęczona, mimo wielu godzin snu. Ten okres popchnął mnie na ścieżkę diety paleo.

Jeśli doświadczacie rzutu choroby, pamiętajcie, by dokładnie zbadać stan tarczycy, gdyż może być konieczne podniesienie dawki leku. Polecam także wykonać badania poziomu witaminy D i zwiększyć podaż magnezu w diecie (lub rozpocząć jego suplementację). A przede wszystkim zachęcam Was do zmiany sposobu odżywiania!

W rzucie choroby często doświadczamy depresji.

S jak stawy, stres i suplementacja

Czy istnieje związek między stawami i Hashimoto? No ba! Łącznikiem między nimi jest gluten. Wraz z rozszczelnieniem jelit do krwi przedostają się niestrawione cząsteczki białek (przypomnę że gluten jest frakcją białek roślinnych, na którą składają się gliadyna i glutenina). Gliadyna jest najbardziej problematyczna, gdyż jej molekuły przypominają budową strukturę molekularną tarczycy. Gdy zjemy posiłek glutenowy, a mamy nieszczelne jelita, cząsteczki białek przedostają się do krwiobiegu. Organizm produkuje przeciwciała by gliadynę zniszczyć, niszcząc przy okazji swoją własną tarczycę [źródło]. W podobny sposób gluten może przyczyniać się do stanów zapalnych stawów [więcej na ten temat przeczytacie tutaj]. Dlatego my, Hashimotowcy, często uskarżamy się nie tylko dolegliwości tarczycy, lecz także na stawy. Na szczęście bólom można zapobiec – odstawienie glutenu i nabiału ogranicza produkcję przeciwciał. Przekonałam się o tym osobiście – kiedyś stawy i kolana bolały mnie codziennie, dzisiaj te dolegliwości są rzadkością :)

***

Śmiało można stwierdzić, że współczesny styl życia jest największym winowajcą chorób. Żyjemy szybko, jemy byle co, cały czas musimy martwić się o pracę, pieniądze i rachunki… Natura nie przystosowała człowieka do chronicznego stresu. I nie ma co łudzić się, że jest inaczej: prędzej czy później odbije się on na naszym zdrowiu.

Okazjonalny stres jest nam potrzebny, a nawet niezbędny. Jednak chroniczny stres zaburza pracę naszego organizmu: przyczynia się do rozszczelnienia jelit i znacznie utrudnia poprawne trawienie i wchłanianie. W jego wyniku zaburzeniu ulegają procesy metaboliczne, co może prowadzić do rozwoju stanów zapalnych ciała i mózgu. Ponadto chroniczny stres zwiększa ryzyko otyłości i cukrzycy, miażdżycy, problemów psychicznych, schorzeń autoimmunologicznych, a nawet do rozwoju komórek rakowych… „Już sam fakt rozwoju choroby przewlekłej wprowadza organizm w stan przewlekłego stresu” (Wahls, str. 286).

Nie można żyć zdrowo w ciągłym stresie. I dlatego w każdej chorobie (nie tylko w wypadku Hashimoto) konieczna jest eliminacja głównych stresorów. Jeśli nie znosisz swojej pracy, a spędzasz w niej co najmniej osiem godzin dziennie, nie zdziw się, gdy pojawi się choroba lub zaostrzenie objawów schorzenia już istniejącego. Lista czynników mogących pogorszyć nasz stan praktycznie nie ma końca: brak satysfakcji w życiu rodzinnym, sprzeczki z partnerem, niezadowolenie z miejsca zamieszkania, nieumiejętność zaakceptowania rzeczywistości (zwłaszcza rzeczy, na które nie mamy wpływu)…

Moja lekarka powiedziała mi raz, że nie zaleci mi ograniczania stresu, bo to i tak niemożliwe we współczesnych czasach. Cóż, z takim podejściem na pewno nic się nie da zrobić. Kiedyś też myślałam, że muszę ciężko tyrać, ale w momencie rzutu choroby powiedziałam „dość” i zrezygnowałam z części zajęć. Co z tego, że zarobię trochę mniej? Zdrowie jest ważniejsze. Dlatego zachęcam Was: nie pracujcie ponad siły i proście o pomoc rodzinę i znajomych, gdy nie dajecie rady.

***

Suplementy diety są w modzie. I, co najgorsze, część z nich jest nam potrzebna: współczesne warzywa, owoce i mięso są znacznie uboższe w witaminy i minerały niż kiedyś. Ziemia jest wyjałowiona, pełna sztucznych nawozów i środków ochrony roślin. Jeśli gleba została pozbawiona minerałów, warzywo nie będzie ich miało skąd czerpać.

W przypadku Hashimoto większość z nas skorzysta na suplementacji selenu, magnezu, cynku, witaminy C i (często) witamin z grupy B. Oczywiście polecam skonsultować spożycie tych preparatów z lekarzem. Istnieją też przeróżne mieszanki typu „Super Tarczyca Max Bio”, jednak nie radzę ich kupować bez wskazania lekarza. Tzw. „Superfoods” w nadmiarze również mogą nam zaszkodzić (zwłaszcza preparaty wpływające na gospodarkę hormonalną, chociażby maca).

Z drugiej strony istnieją preparaty bardzo przydatne i mam nadzieję, że w przyszłości będą one zapisywane potrzebującym pacjentom. Jednym z nich jest L-glutamina, uszczelniająca jelita. Wiele osób uskarżających się na problemy jelitowe chwali sobie również enzymy trawienne i betainę z pepsyną (więcej pisałam o nich na końcu [tego] artykułu, w punkcie 14). Przed zastosowaniem tych preparatów skonsultuj się oczywiście z lekarzem lub farmaceutą :)

(A tak w nawiasie dodam, że najlepiej oczywiście stosować suplementy naturalnego pochodzenia: selen z orzechów brazylijskich czy witaminę C z papryki i dzikiej róży. Istnieją też pokarmy, które warto włączyć do diety, takie jak kurkuma).

Różnorodność diety bogatej w wartości odżywcze to przy Hashimoto podstawa.

T jak TSH

TSH (tyreotropina) jest hormonem przysadki mózgowej . Gdy tarczyca pracuje słabo, przysadka produkuje go więcej, by pobudzić ją do pracy. Niski poziom TSH przeważnie świadczy o nadczynności tarczycy. Jak już wiemy, TSH wiosny nie czyni i należy badać całą „trójkę tarczycową”: TSH, ft3, ft4, by poznać ilość hormonu tarczycy w organizmie oraz wydajność jego konwersji. [Tutaj] znajdziecie kalkulator, dzięki któremu możecie przeliczyć Wasze wyniki na procenty. Najlepiej jest oczywiście, gdy ft3 i ft4 wynoszą powyżej 50%.

Normy TSH wynoszą 0,27 od do 4,2. Przez większość życia moje TSH wynosiło ok. 2,5-4 i cieszyłam się, że jestem w normie! Niestety, norma ta jest daleka od normy. U kobiety w wieku rozrodczym TSH powinno wynosić 1-2,5. Większość kobiet najlepiej czuje się w przedziale 1-1,5, chociaż czytałam wypowiedzi Hashimotek, które normalnie funkcjonują tylko przy TSH równym 0,5. Zbyt wysokie TSH poparte badaniami ft3 i t4 to najczęściej znak, że dawka syntetycznego hormonu tarczycy powinna zostać podniesiona (o tym decyduje lekarz – przestrzegam przed samodzielnymi eksperymentami).  Czasem jednak podniesienie dawki nic nie da – chociażby kiedy mamy problem z konwersją. Ale to już temat na osobny artykuł.

U jak usg tarczycy

By stwierdzić Hashimoto, niezbędna jest ocena stanu tarczycy na aparacie USG. Dzięki temu badaniu można stwierdzić stan zapalny, potwierdzić (lub wykluczyć) obecność guzków i oszacować powstałe do tej pory zniszczenia. Wymiary tarczycy pozwalają nam także ocenić jej objętość. Odpowiedni kalkulator znajdziecie [tutaj], u dołu strony.

W jak witamina D i K2

Wciąż niedoceniana jest rola witaminy D w naszym organizmie. Nie dość, że wpływa ona na stan kości, to na dodatek wspomaga nasz układ odpornościowy. W przypadku chorób autoimmunologicznych jej poziom jest często tragiczny. U mnie było to 12 (po wakacjach!). Norma wynosi 30 ng/ml. Podobno przy chorobach autoimmunologicznych najlepiej, by wahała się w granicach 50 ng/ml, zaś w przypadku stwardnienia rozsianego dr Terry Wahls zaleca 80 ng/ml (Wahls, str. 261).

Dla większości pacjentów 1000 jednostek dziennie nie wystarczy, by wrócić do normy. W skrajnych wypadkach lekarz może zalecić nawet 4000-6000 jednostek. Po trzech-czterech miesiącach suplementacji warto powtórzyć badanie.

Uwaga! Jeśli zażywacie duże ilości „słoneczka w pastylce”, konieczne jest zwiększenie podaży witaminy K2! Więcej na jej temat przeczytacie [tutaj].

File:Sun-in-the-sky.jpg

W Polsce słońca mamy jak na lekarstwo… Najczęściej konieczna jest suplementacja.

Y jak yersinia

Istnieją Hashimotowcy, u których stwierdzono zakażenie yersinią (po więcej informacji zapraszam tutaj). Częste są także zakażenia pasożytami (lamblie, glista ludzka, toksokaroza). I nie ma w tym nic dziwnego – osłabiony układ odpornościowy nie jest w stanie skutecznie się bronić przed inwazją z zewnątrz. A gdy już pasożyt się w nas zagnieździ, przyczynia się do rozszczelnienia jelit. Dlatego zachęcam Was do wykonania badań na pasożyty. Uważajcie jednak: te z kału są mało miarodajne (chyba że będziemy oddawać próbki codziennie przez miesiąc). Badania z krwi mają większą skuteczność. Ze swojej strony polecam Wam jednak badanie biorezonansem – istnieją pierwsze badania naukowe potwierdzające skuteczność tej metody i mam nadzieję, że z czasem stanie się on powszechnym narzędziem diagnostycznym.

Z jak zdrowie

Czy choroby autoimmunologiczne są uleczalne? Powszechnie przyjęło się twierdzić, że nie. Jednak zmiany w diecie oraz trybie życia mogą zahamować rozwój schorzenia, a nawet doprowadzić do remisji! Możliwości organizmu ludzkiego wciąż są niepoznane i szczerze wierzę w jego potęgę.

Każdy z nas pragnie żyć zdrowo, mimo choroby. Wszystkie informacje i wskazówki, którymi się z Wami dzielę, są odbiciem mojego pragnienia normalnego życia. Wiem jednak, że nie jest to droga łatwa – dieta bezglutenowa, beznabiałowa czy paleo bardzo nam pomagają, jednak stanowią nie lada wyzwanie. Niezwykle trudno znaleźć produkty czyste i dla nas bezpieczne. Nie wspomnę już o kwestii naszej psychiki: spotkania rodzinne czy wyjazdy stanowią nie lada pokusę. A przecież nawet mały grzeszek nie pozostaje bez konsekwencji – każda ilość glutenu rozszczelnia jelita.

My, pacjenci autoimmunologiczni, jesteśmy skazani na obojętność służby zdrowia. Teoretycznie możemy podążać za jej wskazówkami, zażywać syntetyczny hormon i „jeść wszystko”, przyczyniając się tym najczęściej do stopniowego pogarszania naszego stanu. Wiem, że istnieją choroby znacznie tragiczniejsze i zupełnie nie narzekam na ograniczenia, z którymi się spotykam. Co więcej, jestem przekonana, że lekarstwo na nasze schorzenie zostanie odkryte. Wszak nie ma chorób nieuleczalnych – po prostu my jeszcze nie umiemy ich wyleczyć.

Schorzenia autoimmunologiczne atakują coraz częściej i coraz dotkliwiej. Może czas, by pacjenci połączyli siły z lekarzami? Wszak obu stronom (podobno) chodzi jedynie o zdrowie… Tymczasem często patrzymy na siebie z wzajemną nieufnością i krytycyzmem. Liczę, że mój blog będzie się przyczyniał do zmiany oblicza polskiej służby zdrowia oraz okaże się dla Was inspiracją :)

Na sam koniec chciałabym Was życzyć zdrowego życia z Hashimoto. Na chwilę obecną wiemy już naprawdę dużo o tej chorobie i dzięki temu możemy funkcjonować całkiem normalnie. Pamiętajcie, że zdrowym można czuć się mimo pewnych nieprawidłowości w wynikach. Wszystko siedzi w naszej głowie – im więcej będziemy myśleć o chorobie, tym gorzej będziemy się czuć. Dbajmy o nasze ciała i umysły, a wszystko będzie dobrze :)

P.S. Zachęcam Was do dzielenia się Waszymi historiami w komentarzach. Piszcie o dobrych lekarzach i o tym, co przynosi Wam ulgę w chorobie. My, Hashimotowcy, musimy się wzajemnie wspierać :)

Polecana lektura: Wahls, Terry: Fenomenalna Kuracja dr Wahls. Vivante, Białystok 2015. 

.

Dodatek: Dossier Hashimoto – Badania:

Pamiętajcie, by regularnie się badać (co trzy-sześć miesięcy) i codziennie przyjmować syntetyczny hormon. Ponadto dieta i ruch to podstawa. Polecam też dołączenie do Grupy Wsparcia Hashimoto na Facebooku [tutaj] – to naprawdę wspaniałe miejsce, pełne pomocnych duszyczek.

Uwaga! Dodaję pewne sprostowanie dotyczące hormonu (Letrox, Euthyrox). Syntetyk przyjmujemy, gdy nasza tarczyca jest na tyle zniszczona lub mała, że wpadliśmy w niedoczynność. Niekiedy mimo diagnozy Hashimoto nie jest to potrzebne, jednak jeśli tarczyca ma małą wydajność – jest konieczne jego przyjmowanie. Syntetyczny hormon ma też oczywiście swoje wady (np. niektórzy mają problem z jego konwersją do t3) i dlatego części osób zdecydowanie lepiej służy hormon naturalny z tarczycy świnki, jednak na razie jest on na polskim rynku praktycznie niedostępny. Podobnie ma się rzecz z leczeniem syntetycznym t3 lub combo t4 + t3, ale to już jest temat na osobny artykuł, który powstanie, gdy spłynie na mnie natchnienie :)

By zdiagnozować Hashimoto:

TSH, ft3, ft4, anty-TPO, anty-TG, usg tarczycy

Gdy już jesteśmy chorzy (częstotliwość badań zależnie od stanu zdrowia):

TSH, ft3, ft4, usg tarczycy; przeciwciała niekoniecznie, spokojnie można je badać rzadziej, chyba że podjęliśmy działania, by spadły (np. dieta).

Badania dodatkowe:

- morfologia, elektrolity, ferrytyna i żelazo, witamina D, hormony nadnerczy (DHEA-S, androstenion), testosteron, krzywa cukrowa i insulinowa – zależnie od potrzeb i wskazań lekarskich

- badania na pasożyty

- badania Cyrex: pomiar szczelności bariery jelitowej, pomiar reakcji krzyżowych związanych z glutenem, pomiar przeciwciał prognozujących (więcej informacji znajdziecie tutaj)

- testy na nietolerancje pokarmowe – chociażby takie jak te, które znajdziecie [tutaj]

Uwaga! Ostatnie dwie pozycje są bardzo drogie, ale tak naprawdę każdy pacjent autoimmunologiczny powinien mieć takie badania zrobione. Niestety, realia polskie są dosłownie tragiczne i poza okresową morfologią i badaniami TSH, anty-TPO i anty-TG większość z nas nie ma na co liczyć. Nawet ft3 i ft4 lekarze zlecają niechętnie.

A jeśli jeszcze nie trafiliście na mojego Facebooka, zapraszam Was [tutaj].

,
19 comments on “~ Hashimoto od A do Z: Ciąg dalszy ~
  1. Zbyt wysokie TSH poparte badaniami ft3 i t4 to najczęściej znak, że dawka syntetycznego hormonu tarczycy powinna zostać podniesiona (o tym decyduje lekarz – przestrzegam przed samodzielnymi eksperymentami). ”
    Zdaniem, że to lekarz decyduje mnie rozbawiłaś
    a co jesli idę z TSH około 3 – ledwo żyję a on nie chce podnieść mi dawki bo jest w normie?
    No proszę….
    większość hashimotek sama sobie ustala dawki i taka jest prawda

    • Wiem o tym, że rzeczywistość jest, jaka jest. Wiem, że jesteśmy skazani na siebie. Niemniej jednak czasem natykam się na historie dziewczyn, które same podnoszą sobie dawki i źle na tym wychodzą. Każdy ma oczywiście prawo eksperymentować, jednak ja nie mogę napisać „jak źle się czujesz, zażyj większą dawkę”. Nie jestem lekarzem, a każdy przypadek jest inny. Jedyne, co mogę polecić, to bycie upartym. Ja sama jak się źle czuję, mówię lekarce o podniesieniu dawki i ona to akceptuje.

      • Ale problem może nie być w TSH tylko w T3 i jeśli nie zachodzi konwersja z przyjmowanego T4 do T3 (za mało dobrej jakości białka, za mało fruktozy do konwersji itd) to podniesienie dawki nic nie pomoże. Trzeba usprawnić tawienie, przyswajalność witamin itd.
        Czasem tez problem nie jest w produkcji samych hormonów w tarczycy ale w ich tzw. metaboliźmie (niektórzy nazywają to ukłądem hormonalnym). Czasem wystarczy do diety wprowadzić olej kokosowy który podwyższa temperaturę ciała, enzymy trawienne mają szansę się wytwarzać i działać właściwie i następuje ta oczekiwana poprawa. A kto przy hashi ma temp 36.6? A ona bywa kluczowa aby się nam poprawiło.
        Wiele osób przyjmuje te syntetyki od lekarzy choć tak naprawdę nie powinna bo one im szkodzą a nie pomagają. A problem leży nie rozwiązany i dalej się źle czujemy.

        • Też racja. Mam w planach artykuł o konwersji t4 do t3. Dopiszę odpowiednią uwagę – czasem przy pisaniu coś ważnego mi umyka. Dziękuję za zwrócenie uwagi :)

      • no ja sama modyfikuję sobie dawki (mój endo wypisuje tylko recepty) ale tylko po badaniach – bez tego ani rusz :-)
        jeżeli ktoś modyfikuje na oko to jakby wróżył z kryształowej kuli – nie dziwne więc że dziewczyny później mają jakieś problemy

  2. Zastanawia mnie zalecenie:”Pamiętajcie, by regularnie się badać (co trzy-sześć miesięcy) i codziennie przyjmować syntetyczny hormon.”
    Skąd ten syntetyczny hormon? W wielu krajach są naturalne hormony tarczycy dostępne i one są skuteczne, jeśli już ktoś musi uzupełniać hormony.
    Zdarza, że pacjent przyjmuje takie hormony przez rok czy półtora a układ tarczycowy się reguluje i 80% osób odstawia hormony.
    Aby przyjmowac naturalne hormony tarczycy nie mozna miec niedoborów żelaza i zmęczonych nadnerczy.
    Wielu osobom zwłaszcza z Hashi szkodzą każde syntetyki zarówno jako pożywienie czy jako leki.
    Zakładam, że czytają ten blog również osoby z zagranicy więc mogą mieć szanse skorzystać z takich rozwiązań. Myślę, że nie warto się ograniczać tylko szukać wszystkich możliwości aby poprawić sobie zdrowie czy nawet się wyleczyć.
    Nasi endo tez moga takie leki przepisywać tylko muszą korzystać z procedur jak import docelowy, czy też muszą wystawiać receptę ważną w UE:-(

    • Masz absolutną rację, tak przywykłam do syntetycznego hormonu, że zapomniałam, że istnieją też inne opcje… Muszę dodać stosowną adnotację :)

  3. Moja tarczyca pomimo niskich p/ciał (są od lat lekko powyżej normy) nadal się zmniejsza, a właściwie prawie już jej nie ma. Ale za to odrzucenie kilka m-cy temu nabiału o glutenu spowodowało, że mogłam zmniejszyć dawkę leku na tarczycę, bo wpadałam w nadczynność polekową.

    • Bardzo miło mi to słyszeć :) Słyszałam o wypadkach, w których tarczyca sama zaczęła się powoli odbudowywać, więc kto wie… Oby u Ciebie też się to zdarzyło :)

  4. mozecie wierzyc lub nie ale ja sie wyleczylam z Hashimoto,moj wlasny lekarz GP nie mogl uwierzyc,ja zreszta tez nie wrecz bylam pewna,ze zle odczytano moje wyniki lub laboratorium sie pomylilo.Wszystko to tylko dzieki mojej silnej woli, diecie to podstawa,unikaniu pokarmow zakazanych,wprowadzeniu ziol i podstawa leczeniu przeciekajacych jelit.Z Hashimoto walczylam dlugo bo cale 5lat tylko zaluje,ze duzo wczesniej nie probowalam zbierac zadnych informacjii tylko slepo wierzylam mojemu lekarzowi.Wciaz jednak jestem na syntetycznych tabletkach ale w planie mam zmiane na naturalny hormon i udanie sie do homeopaty/zielarza.Trzeba byc bardzo konsekwentnym w dzialaniu i poswiecic duzo czasu i energii ale na prawde warto.Mam swiadomosc,ze Hasi moze powrocic bo wedlug mojego lekarza to moze byc taki maly cud ozdrowienczy krotkotrwaly ale ja wierze, ze dzieki diecie moje cialo jest w stanie sie uleczyc.

  5. Czytając Pani wpisy mam wrażenie jakbym czytała o swoim przebiegu choroby. Niestety prawie każdy chory na Hashimoto musi przejść długą drogę, aby zrozumieć jej sens i znaleźć na nią lekarstwo. Ja tak jak wiele już osób znalazłam go w diecie paleo, której bym nie zamieniła już na żadną inną.

    • Bardzo się cieszę, że paleo przynosi Ci ulgę. Niestety, wielu chorych ma podobne historie… Na szczęście w dobie internetu możemy się nimi dzielić i wzajemnie wspierać :)

  6. moja historia to niedoczynnosc tarczycy i hashi; oczywiscie lekarz nie jest chetny do zalecania rozszerzonych badan; w koncu sukces mam zrobione badania TSH- 0.35; FT4-12; FT3-5
    uzylam kalkulatora i F4=0%; FT3=77.5%
    prosze o odpowiedz na temat wynikow – nie bardzo je rozumiem, a niestety zle sie czuje-bol nie daje mi funkcjonowac normalne; dziekuje z gory

  7. Cześć,
    Chciałbym podzielić się z Wami moim sposobem na hashi.
    Podobnie jak u większości z Was borykałem się z dużymi problemami metabolicznymi a życie przed wprowadzeniem bardzo zdrowego trybu życia wyglądało jak horror.
    Podstawa to sport i dieta najbardziej zbliżona do paleo.
    Po niecałych 6 miesiącach udało mi się zrzucić 32kg nadwagi znacznie zwiększyć odporność, siłę i kondycję oraz zmniejszyć nieco reakcję autoimmunologiczną.

    Początkowo stopniowo odstawiamy wszelkiego rodzaju syfiaste jedzenie. Produkty wysoko przetworzone, nabiał oraz gluten (szczególnie pszenica). Robimy badania na zawartość witaminy D i Magnezu. Suplementujemy je w dawce odpowiadającej zapotrzebowaniu. U mnie to 2500 jm wit D oraz 2 magnezy dziennie ok 150% normy zapotrzebowania. Bardzo ważne jest zdroworozsądkowe podejście do zerwania ze starymi nałogami żywieniowymi. Kondycja tarczycy zależy również od stresu który przeżywamy a wszelkie nagłe zmiany są dla nas stresujące. Jeśli ustabilizujemy dietę oraz w tym samym czasie zaczniemy uprawiać systematycznie mało wysiłkowy sport, efekty będą piorunujące. Nawet jak zachcę się nam wypić od święta piwo na imprezie lub capuccino z sernikiem w kawiarni to po prostu to zróbcie chyba ,że bardzo źle reagujecie na gluten lub laktozę. Powinniśmy zadbać o swój stan emocjonalny by czuć się szczęśliwym – tego nie trzeba rozwijać :)
    Jak już nasza kondycja się poprawi po ok. 2 miesiącach, to śmiało możemy rozpocząć regularne uprawianie sportu w takim stopniu intensywności na jaki pozwala nam nasz organizm.
    Po 4 miesiącach byłem w stanie przepłynąć 4km na basenie w ciągu 2h pływania i 50km na rowerze górskim w terenie lub 1h crossfitu w ciągu jednego dnia bez uczucia totalnego wyczerpania.
    Najważniejsza jest systematyczność mało intensywnego sportu najlepiej codziennie lub co 2 dzień, co pozwala trzymać nas w dobrej kondycji. Nie należy też przesadzać z intensywnym sportem np. crossfitem powyżej 3 dni w tygodniu chyba ,że dojdziemy do świetnej kondycji i nie będziemy tym wycieńczeni.
    Musimy maksymalnie zredukować stres w naszym życiu. Działa on destrukcyjnie również na naszą tarczycę i hamuje naturalną emisję hormonów oraz znacznie obniża odporność, pozbawia nas sił witalnych szczególnie widoczne jest to na tle osób zupełnie zdrowych i w dobrej kondycji. Obecnie mam TSH 3,5 i zwiększam dawkę aby dojść lekko poniżej 1. Wynik TSH nie jest najważniejszym współczynnikiem i dawkowanie hormonu powinno być możliwie jak najmniejsze. Zbyt duża dawka w pogoni za niskim tsh rozleniwia naszą jeszcze działającą tarczycę i często permanentnie redukuje jej zdolność do wydzielania naturalnych hormonów.

    • Hm, ja bym się jednak nie zgodziła z ograniczaniem dawkowania hormonu – to obciążenie dla całego organizmu, bo jeśli tarczyca jest mała, to nie będzie miała szans na wyprodukowanie odpowiedniej ilości, nawet jeśli będziemy ją tak „tresować” i zachęcać do wzmożonej pracy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>