~ O błędach popełnianych na protokole autoimmunologicznym (AIP) ~

Ostatnio pojawia się coraz więcej osób, które mają problemy na protokole autoimmunologicznym. Niby powinny tryskać energią, a tymczasem czują się gorzej niż przed dietą! Dlatego też postanowiłam przedstawić możliwe przyczyny pogorszenia samopoczucia, bazując oczywiście na doświadczeniach własnych. Mam nadzieję, że dzięki temu tekstowi unikniecie błędów, które popełniłam ja.

A jeśli podoba Ci się mój blog, oddaj na mnie głos w konkursie Blog Roku 2015! :)

(UWAGA! Jeśli przeszliście na protokół pod okiem dietetyka/lekarza, stosujcie się do jego zaleceń, a w razie wątpliwości się z nim konsultujcie. Poniższy tekst kieruję głównie do osób, które na protokół przeszły (lub planują przejść) same. Oczywiście polecam konsultację z fachowcem, bo nie ma co ukrywać, że protokół to restrykcyjna dieta i łatwo doprowadzić do niedoborów. Rozumiem jednak, że niektórzy z Was mogą nie dysponować odpowiednimi finansami. W takiej sytuacji chyba jednak lepiej nie porywać się samemu na protokół, a spróbować na początek tylko diety bezglutenowej i bezmlecznej).

Protokół autoimmunologiczny to dieta opracowana dla osób walczących z problemami trawiennymi oraz z przeróżnymi chorobami autoimmunologicznymi (Hashimoto zajmuje tu bezsprzecznie pierwsze miejsce; protokół może być jednak także panaceum na reumatyczne zapalenie stawów, alergie, chorobę Leśniowskiego-Crohna, toczeń, łuszczycę a nawet stwardnienie rozsiane). Jego celem jest wykluczenie wszystkich pokarmów, które potencjalnie mogą wywoływać reakcję układu immunologicznego (spis takich pokarmów znajdziecie tutaj). W założeniu protokół powinien trwać co najmniej miesiąc, ale nie przekraczać trzech miesięcy. Po zakończeniu protokołu po kolei wprowadzamy pokarmy i obserwujemy reakcję organizmu (Uwaga! Części pokarmów nie zaleca się wprowadzać ponownie, np. tych glutenowych).

Warto zaznaczyć, że zdecydowanie się na protokół autoimmunologiczny (AIP) wcale nie gwarantuje sukcesu. Pomimo to wiele osób rozpoczyna tę dietę, traktując ją często jako ostatnią deskę ratunku. Podobnie było w moim przypadku, a że nie konsultowałam się z dietetykiem, do wszystkiego musiałam dojść sama. Chciałabym jednak tutaj zaznaczyć, że nawet korzystanie z pomocy specjalisty nie zawsze jest w stanie ustrzec nas przed błędami: jeśli dostajemy tylko ogólne wytyczne, a posiłki zaplanować musimy sami, może okazać się to problematyczne (a zwłaszcza zachowanie równowagi między białkami, węglowodanami i tłuszczami). Ponadto ludzie są tylko ludźmi i specjalistom, tak jak każdemu, zdarzają się błędy. Dlatego w razie wątpliwości pytaj! Nie każdy organizm musi zareagować dobrze na dany plan dietetyczny.

A jeśli jesteś już na protokole i zamiast tryskać energią nie masz siły na nic, przyczyny mogą być następujące:

1. Jesz za mało węglowodanów

Mimo że nie jestem dietetykiem, obstawiam, że to najczęstsza przyczyna pogorszenia samopoczucia na protokole. 100 gramów węglowodanów dziennie jest absolutną koniecznością (niektórzy ponoć czują się dobrze dopiero przy 150 lub 200 gramach… To już jest jednak kwestia osobnicza). Brak węglowodanów prowadzi do zaburzeń hormonalnych, co zwłaszcza u osób chorych na Hashimoto może okazać się zwyczajnie niebezpieczne i objawiać się np. zatrzymaniem miesiączki.

Kontrola ilości spożywanych cukrów jest zatem absolutną koniecznością. Jak to zrobić? Najlepiej kupić sobie wagę kuchenną i ważyć to, co się je (nie codziennie, oczywiście, wystarczy co parę dni w ramach kontroli). Następnie należy skorzystać ze strony NutritionData.com i wprowadzić tam odpowiedni produkt. Strona jest bardzo dokładna i gdy przykładowo wpiszemy marchewkę („carrot”) otrzymamy całą listę jej wartości odżywczych zależnie od metody przygotowania: mamy więc marchew surową, gotowaną na parze, w wodzie, z solą, bez soli… Strona ta jest naprawdę praktyczna, bo pokazuje nam nie tylko wartość kaloryczną, ale także wszystkie witaminy i pierwiastki, które dany pokarm zawiera.

Jeśli jednak nie czujecie się na siłach, by korzystać ze strony angielskiej, istnieje także bardzo użyteczna strona w języku polskim: Fatsecret. Nie trzeba się na niej logować, wystarczy wpisać u góry pożądany produkt.

Wiem, że w tym miejscu pojawi się pytanie: a skąd brać węglowodany? Najlepszym ich źródłem na protokole są owoce (przede wszystkim platany, które cierpliwie próbuję rozpowszechnić, a także banany, ananasy, pomarańcze, brzoskwinie… I wiele innych). Tylko tutaj ważna uwaga: dla niektórych osób owoce w zbyt dużej ilości mogą okazać się szkodliwe ze względu na wysoką zawartość fruktozy (np. w winogronach) oraz błonnika. A zatem sami musicie dojść do optymalnej dla Was ilości lub skonsultować się z dietetykiem (zwłaszcza, jeśli cierpicie na insulinooporność).

Specjaliści mogą Wam jednak zalecić odstawienie niektórych owoców (choćby bananów) co najmniej na miesiąc. Zapytajcie ich wtedy koniecznie o alternatywne źródło węglowodanów. Jeśli nie jecie owoców, pozostaje oczywiście sięgnąć po warzywa… Ale z tych może być ciężko uciułać odpowiednią ilość cukrów, no chyba że żywilibyście się głównie batatami. To jednak grozi Wam bankructwem, bo dość drogie te bulwy są ;)

Żeby podbić węgle idealna wydaje się tapioka (cassava) oraz mąka z niej przygotowywana. W 100 gramach mąki znajdziecie aż 88 gramów węglowodanów! Niestety, tapioka wykluczona jest z protokołu (wspomina o tym PaleoMama – Sarah Ballantyne tutaj), ale zapytajcie Waszego dietetyka, po jakim czasie radzi ją Wam wprowadzić. Być może zdołacie spróbować już po miesiącu – i tym sposobem możecie spać spokojnie, bo z tapioką niedobór węglowodanów Wam nie grozi. Podobnie ma się rzecz z innymi mąkami – np. z kasztanów jadalnych czy z żołędzi.

Uwaga! Niestety przy niektórych schorzeniach radzi się znaczne ograniczenie węglowodanów. Często trzeba wybrać tutaj mniejsze zło: czuć się fatalnie z powodu braku cukrów, czy czuć się fatalnie z powodu dolegliwości jelitowych… Zawsze można też próbować małych porcji węglowodanów kilka razy dziennie (to jednak należy skonsultować z dietetykiem).

2. Jesz zbyt mało

Wbrew pozorom na protokole trzeba liczyć kalorie. Zejście zbyt nisko może być tragiczne w skutkach… a o to nietrudno. Ponownie odsyłam Was do stron (tej i tej), byście obliczyli, ile spożywacie kalorii w ciągu dnia. Jeśli poniżej 1700, to zdecydowanie zeszliście zbyt nisko. 

3. Jesz zbyt mało różnorodnie

Jeśli Twoje codzienne menu składa się z marchewki i buraka, popełniasz ogromny błąd. Na protokole musimy wybitnie dbać o różnorodność pokarmów, żeby nie zabrakło nam żadnego składnika odżywczego. Dlatego też polecam wzbogacić dietę o szeroki wachlarz warzyw i (jeśli nie macie z nimi problemów) owoców. Im więcej kolorów na talerzu, tym lepiej! Do tego oczywiście włącz ryby morskie (np. makrele, szprotki, śledzie). Na mnie działają znakomicie :)

4. Jesz zbyt mało tłuszczu

Gram węglowodanów dostarcza nam 4 kcal, gram białka – również 4 kcal, a gram tłuszczu – 9 kcal! Dlatego jeśli postanowiliście zmniejszyć spożycie węglowodanów z powodu problemów trawiennych, energię musicie zacząć czerpać z tłuszczu. Niestety, nie ma innej opcji.

Mimo to trzeba jednak pamiętać, że sam tłuszcz to mało. Dieta powinna opierać się na warzywach (które są co prawda pełne witamin, ale niezbyt kaloryczne, niestety), zaś tłuszcz ma dać nam uczucie nasycenia.

Kombinowanie na własną rękę to oczywiście odważny krok, więc polecam konsultację z dietetykiem (na tym blogu dzielę się tylko swoimi doświadczeniami, a że każdy jest skonstruowany inaczej, sugerowanie się moimi subiektywnymi przeżyciami może okazać się dla kogoś zgubne). W przypadku diety wysoko tłuszczowej naprawdę radzę udać się do specjalisty, zwłaszcza w wypadku insulinooporności i cukrzycy. Jeśli całe życie jedliście przede wszystkim węglowodany, łatwo popełnić błąd przy nagłej zmianie diety. Może się też okazać, że źle trawicie tłuszcz i jesteście stworzeni do jedzenia węglowodanów (tak jak ja). Dziś już wiem, że dieta wysoko tłuszczowa w moim przypadku się nie sprawdza, dlatego radzę zachować ostrożność i najlepiej skonsultować się z fachowcem.

5. Jesz zbyt dużo mięsa

Nie istnieją co prawda ścisłe zalecenia dotyczące spożycia mięsa (chyba że posłużymy się proporcją Kwaśniewskiego), jednak moim zdaniem mięso do każdego posiłku to za dużo. Warto pamiętać także, że aby uzyskać z białka 100 kcal nasz organizm musi na proces trawienia zwydatkować aż 30 kcal energii, a ponadto trawienie mięsa to proces powolny. Część osób skarży się także na problemy trawienne po zjedzeniu mięsa i dlatego korzystniejsze będzie dla nich ograniczenie jego spożycia. Uwaga! Jeśli dietetyk zalecił Ci spożywanie białka przy każdym posiłku, stosuj się do jego zaleceń! W moim wypadku dwie porcje dziennie (na śniadanie i obiad) w zupełności wystarczają.

6. Przeszedłeś na protokół zbyt pospiesznie

Jeśli do tej pory stosowałeś standardową dietę (gluten, ziemniaki, ryż, kasze, słodycze, nabiał) nie przejdziesz na protokół w jeden dzień. Cóż, powiedzmy, że teoretycznie MOŻESZ to zrobić, ale ja szczerze nie polecam.

Organizm potrzebuje czasu, by przestawić się na nowy sposób odżywiania. Jeśli do tej pory większość energii czerpałeś z węglowodanów, a teraz pragniesz czerpać ją z tłuszczu, działaj stopniowo. Kiedy nagle zabierzesz organizmowi większość jego podstawowego paliwa, skutki mogą być opłakane.

7. Cierpisz na niedobory witamin lub minerałów

Przed przejściem na protokół warto gruntownie się przebadać i ustalić z lekarzem potrzebną suplementację. Praktycznie wszyscy potrzebujemy syntetycznej witaminy D (bo w naszym kraju miodem płynącym niestety słońca często nie uświadczysz…), a do tego często K2. Potrzebna może być też np. witamina B12, selen, magnez… Ostrzegam jednak, by nie suplementować się na ślepo, tylko uzgodnić ją z zaufanym lekarzem/naturopatą, a przynajmniej wykonać badania. Do tego nie polecam zażywania dużych dawek suplementów – np. nadmiar witaminy D może prowadzić do niedoborów magnezu [źródło].

8. Cierpisz na niedobór wapnia

Jeśli przestałeś spożywać nabiał i nie zadbałeś o alternatywnie źródło wapnia, po dwóch-trzech miesiącach możesz zacząć odczuwać skutki tej decyzji. Więcej o wapniu w tym artykule.

9. Nie trzymasz się ściśle diety

Na protokole obowiązuje niestety zasada  – wszystko albo nic. Nie ma wyjątków od diety, imienin cioci czy wyjścia z przyjaciółmi. Nawet śladowe ilości (np. glutenu) mogą okazać się szkodliwe.

10. Spożywasz lekarstwa z substancją, której nie tolerujesz

Niestety, większość leków zawiera współcześnie wypełniacze zabronione na protokole, np. skrobię kukurydzianą czy ziemniaczaną lub laktozę… Dlatego trzeba zapytać lekarza lub farmaceutę o możliwe zamienniki, chociażby syntetycznego hormonu tarczycy. Ja np. na Letroxie czuję się znacznie lepiej niż na Euthyroxie, który zawiera laktozę.

11. Przyczyna Twoich dolegliwości leży gdzie indziej

Jeśli protokół nie przyniósł Ci ulgi, może to oznaczać, że musisz szukać dalej… Może to Candida, może jakiś pasożyt, może nadnercza źle pracują… Warto jednak dać sobie trochę czasu i nie oczekiwać cudownych efektów diety po tygodniu.

12. Na protokole jesteś zbyt długo

Nie można protokołu przedłużać w nieskończoność. Wiadomo, że różne mamy możliwości finansowe i różny dostęp do produktów żywnościowych… Pułapką może być opieranie swojej diety na mało różnorodnych pokarmach. W ten sposób przestajemy dostarczać sobie potrzebnych witamin i minerałów.

Po wyjściu z protokołu warto spróbować wprowadzić do diety wartościowe pokarmy takie jak np. żółtka jaj (białka warto zostawić na później, bo zazwyczaj to one bardziej alergizują) czy kiełki (na protokole także można jeść kiełki, ale nie te z roślin strączkowych; są one jednak na tyle wartościowe że warto później zobaczyć, czy będziemy na nie reagować. Ja osobiście po kiełkach soczewicy czuję się bardzo dobrze).

13. Masz słabo zakwaszony żołądek

Punkt ten dodaję po bardzo cennej uwadze czytelniczki. Wielu z nas ma problem z zakwaszeniem żołądka. Przyjęło się uważać, że problemem jest nadmierna produkcja kwasu żołądkowego i stąd w aptekach spotkać można niebotyczne wręcz ilości preparatów na jego neutralizację… Otóż nie tędy droga. Wiele współczesnych problemów wynika właśnie z niedokwaszenia (choćby trudności w trawieniu białek). Jak jednak sprawdzić czy nasze zakwaszenie jest dostateczne? Jerzy Zięba proponuje na to prosty test (dosłowny cytat z tej strony):


„Do przetestowania tego czy żołądek jest zakwaszony czy nie, używamy 1/2 szklanki wody i 1/2 łyżeczki SODY jeśli „odbicie” gazem (CO2) nastąpi przed upływem 90 sekund, możemy uznać, że zakwaszenie żołądka jest prawidłowe.
Jeśli nastąpi to później, zakwaszenie jest już mniejsze, a jeśli nastąpi to po 3 minutach, albo wcale… wtedy można uznać, że zakwaszenie jest niedostateczne”.

Jeśli potrzebujemy dokwaszenia żołądka, Jerzy Zięba daje taką oto receptę (cytat z tego samego miejsca):

„Do zakwaszenia żołądka używamy (u dorosłej osoby) ok. 1/4 szklanki wody i dwie łyżki octu jabłkowego. Dla dziecka odpowiednio mniej np. 1 łyżeczka octu.
 Oczywiście, zakwaszenie żołądka robimy ok. 10 -15 min PRZED każdym posiłkiem, szczególnie jeśli jest to posiłek wysokobiałkowy (mięso, warzywa)”.

Czasem jednak ocet nie daje rady i jest autentycznie za słaby. Wtedy poleca się zakup Betainy HCL (kwas solny) z pepsyną (np. firmy NowFoods, sama taką nabyłam, chociaż praktycznie w ogóle jej nie używam – po prostu nie czuję potrzeby). Można także zakupić enzymy trawienne, ale ja nic nie polecam poza konsultacją ze specjalistą, bo nie jestem lekarzem, tylko filologiem-kucharką z zainteresowaniami zdrowotnymi :)

UWAGA! Gdy cierpisz na jakikolwiek stan zapalny żołądka, kwas solny absolutnie nie jest dla Ciebie! Jeśli jednak temat zakwaszenia Cię zaciekawił, odsyłam do zaufanego lekarza :)

Na koniec jeszcze jedna uwaga: na początku protokołu możecie czuć się źle, jako że organizm oczyszcza się i przestawia na nową dietę. Jeśli jednak Wasze złe samopoczucie utrzymuje się, a jesteście pewni, że nie popełniajcie błędów, skonsultujcie się z lekarzem lub dietetykiem.

Życzę Wam jednak, żeby protokół Wam pomógł i obyście czuli się na nim kwitnąco i radośnie :)

 

Trzymajcie się zdrowo!

A jeśli podoba Wam się to, co robię, zachęcam do polubienia mojej strony na facebooku.

P.S. Urodziłam już 49 stron pracy magisterskiej! Jestem z siebie naprawdę dumna :D

20 comments on “~ O błędach popełnianych na protokole autoimmunologicznym (AIP) ~
  1. Osoby z Crohne czy innymi chorobami jelit to raczej dieta SCD niż AiP. I dla tych osób węglowodany (fruktoza, skrobia) są problemem a leczenie trwa dużo dłużej niż miesiąc.
    Dorzuciłabym tutaj zbyt mała ilość kwasu solnego co może powodować niewłaściwe trawienie, niewłaściwe przyswajanie itd. Uzupełnienie HCL z enzymami może pomóc. Często zbyt mała ilość kwasu solnego wywołuje niedoczynność tarczycy.

    • Natknęłam się na relację osób, którym AIP pomogło, więc myślę, że to kwestia względna… AIP to także dieta, którą można w zasadzie dowolnie modyfikować, nie ma żadnych ścisłych reguł. Ale masz rację, że węglowodany mogą być problemem, dopiszę to. Jednak niestety często trzeba się zmierzyć z dylematem – czy odrzucić węglowodany i czuć się jak trup, czy jednak je jeść i cierpieć z powodu problemów z jelitami… Szkoda, że nic nie jest proste :(

      Masz rację, wiedziałam, że o czymś zapomniałam, uzupełnię :) Dziękuję Ci bardzo za komentarz!

      • Chyba nie ma jednej dobrej odpowiedzi przy jelitach – jak reagujemy na owoce. Indywidualnie trzeba próbować. W moim przypadku mam wrażenie, ze owoce karmią mi jakieś bakterie, które powodowały potworny ból brzucha w nocy. Objawów nie było wprost. Dopiero 3cia w nocy i bum nie śpię a zwijam się z bólu. Lekarze rozłożyli ręce, powiedzieli że to tak już będzie bo to Crohne. Ale trafiłam na scd, porady aby próbować w takich przypadkach odstawiać owoce, nabiał, jajka, orzechy i zaczęłam od odstawienia owoców na 3 tygodnie i pomogło:-)

        Teraz jak coś jest nie tak odstawiam owoce i dostrzegam poprawę. Także to jest też kwestia organizmu czy z owocami lepiej czy bez nich lepiej. Zjadam warzywa nieskrobiowe i wprowadziłam już niektóre fasole i jest z nimi dobrze:-) Bez owoców mam energię, nie czuję się zmęczona.

        Ale zrobiłam test, że ograniczyłam czerowne mięso na 3 tygodnie (jadłam jajka, ryby, wątróbkę cielęcą, drób) – pracowałam nad obniżeniem estrogenu. I w 3cim tygodniu poczułam się osłabiona. Zrobiłam badania 3ki tarczycowej i nastąpiło pogorszenie. Wprowadziłam mięso, zmęczenie minęło:-)

        Także, najlepiej każdy powinien się obserwować jak to u niego jest. Ale jeśli ktoś ma celiakie, i inne choroby jelit to węglowodany moga być problemem.

  2. Polecam strone ilewazy.pl tam tez sa podane wartosci odzywcze wielu produktow. I to w fajnych, porecznych miarach. Nie tylko na 100g ale rowniez na lyzki, garscie itd.

  3. Wytrzymalam zaledwie 2,5 dnia na AIP I to nie dlatego ze to dla mnie za trudne, tylko ze potwornie gejzerowało i trzeszczało mi w brzuchu juz po sniadaniu, drugiego dnia doszły ze tak powiem delikatnie wiatry, aczkolwiek one same delikatne nie byly. Teraz ukladam swoj wlasny protokół i juz wiem ze po ryzu na sniadanie mam spokoj i cisze w jelitach a owoce mogę tylko w malych ilosciach.

  4. Staram się być na protokole od 3 tygodni.Ale jem trochę chleba bezglutenowej i piję Yerba mate zamiast kawy. Nie wiem czy te dwa artykuły mogę spożywać na protokole.Może ktoś ma w tym doswiadczenie. Teresa

  5. Hej, ja się przymierzam do protokołu, chociaż karmię piersią jeszcze jakiś czas zamierzam. Myślę, że jeśli będę jeść wystarczająco dużo owoców i warzyw, to niedoborów mieć nie będę… Mam Hashi i łuszczycę, od pół roku jestem już na bezglutenowej i beznabiałowej diecie, ale nic to nie zmieniło, od początku roku na paleo, ale dalej nie widzę znacznej poprawy, może jedynie nieco więcej energii… 2 lata temu robiłam food detectiv i wyszło że reaguję źle prawie na wszystko co jest wyłączone w protokole tj. większość glutenowych zbóż, mleko, jaja, strączki, orzechy ale nie wszystkie…. I się zastanawiam na ile jest sens wyłączać psiankowate skoro nie wyszła mi nietolerancja…. i czytałam też że jak jest reakcja na białka mleka krowiego to i wołowiny jesć nie wolno. Prawda to?

    • Jeśli karmisz piersią to lepiej wstrzymać się od gwałtownych zmian dietetycznych, a później i tak najrozsądniej przeprowadzić je pod okiem dietetyka. Skoro jesteś na paleo i nie zauważyłaś różnicy, polecam udać się do lekarza i wykonać więcej badań, by znaleźć przyczynę złego samopoczucia. Badałaś już np. witaminę D, ferrytynę, żelazo i witaminę B12? To podstawa przy złym samopoczuciu w Hashimoto.

  6. witam
    trafiłam na twoja stronę przez przypadek, ale to światełko w tunelu. Choruję na Hashimoto jakieś 4 lata. początkowo byłam tylko zmęczona leki pomogły i wszystko było dobrze. Obecne już 3 miesiąc trwa czarny dół, depresja, zmęczenie plus bóle jelit. Tsh podskoczyło do 40 wiec większa dawka leków. Obecnie próbuję pakietu to dopiero 3 dzień. Małe męki przechodzę bo kocham jajka, ale nie jest źle. gorzej przegryzki bo lubię bardzo owoce suszone np morele…i chyba mi nie służą.
    bardzo dziękuję w imieniu swoim i innych chorych za podnoszenie tego tematu. Dla innych choroba tarczycy to tylko tabletka i jest dobrze
    U Ciebie znalazłam niesamowite zrozumienie którego tak bardzo potrzeba.
    czekam z niecierpliwością na kolejne posty

    • Niestety, tak czasem z Hashimoto jest, że bardzo daje się nam we znaki… Ja zawsze polecam udać się do innego lekarza, jeśli dotychczasowy nie jest w stanie nam pomóc. Dieta dietą, ale wsparcie specjalisty też musi być :)

      Powodzenia!

  7. Jestem na AIP od dwoch tygodni. Mam zdiagnozowane Hashimoto od lat 3. Czuje sie swietnie. Zrzucilam ok 5 kg wody. Dla anglojezycznych polecam grupe na Fb Hashimoto 411.
    Przestalam miec problemy z wilczym glodem
    Spie jak dziecko, nie odczuwam boli miesni i stawow. Wyniki krwi sprawdze za miesiac.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>